Mężczyźni notorycznie wierzą w to, że kluczem do podrywu są odpowiednie “skrypty”. Wydaje im się, że uwodzenie to jak wpisywanie kodu do gry komputerowej – wbijesz dobrą formułkę, to pancerz przeciwnika pęka i wygrywasz życie.
To totalna bzdura. Dla kobiety słowa to zaledwie 10% tego, co do niej dociera w pierwszych minutach kontaktu z obcym facetem. Cała reszta – aż 90% – to mowa ciała, tembr głosu, mikronapięcia mięśni na twojej twarzy, sposób, w jaki stoisz, jak zajmujesz przestrzeń i jak oddychasz.
Jeśli twoje skrypty (np. rzucasz chłodnik, żeby pokazać jej brak zainteresowania), nie są zgodne z twoją wewnętrzną Ramą (czyli w środku dygoczesz ze strachu, twoje serce bije jak oszalałe, wzdrygasz się na każdy jej chłodniejszy tekst i stoisz ze spiętymi ramionami) – ona to natychmiast wyczuje.
Kobiece systemy obronne mają wbudowany ewolucyjnie, doskonały “wykrywacz ściemy” (tzw. wykrywacz niespójności).
Kiedy wyczuwają, że to co mówisz, kompletnie nie zgadza się z twoją wibracją energetyczną, natychmiast wrzucają cię do szuflady “dziwny oszust”. Dlatego tak wielu gości na początku swojej drogi z samorozwojem wygląda w oczach dziewczyn po prostu przerażająco, odgrywając teatralne, nienaturalne role.
Jak uzyskać zgodność ramy? Słowa muszą być tylko zewnętrznym nośnikiem twojej prawdziwej, głębokiej pewności siebie. Zamiast uczyć się na blachę nieswoich tekstów, zacznij od fundamentów. Wyprostuj się. Przestań przestępować z nogi na nogę. Gdy do niej podchodzisz – zwolnij wszystkie swoje ruchy o 30%. Mów odrobinę ciszej i głębiej, z przepony. Patrz jej w oczy z leniwym uśmiechem kogoś, kto absolutnie niczego od niej nie potrzebuje. Kiedy nauczysz swoje ciało relaksu w sytuacjach stresowych, nawet najbardziej banalny tekst typu “Zaraz, ty chyba nie masz pojęcia o muzyce rockowej” zabrzmi jak magnes na kobiety. Liczy się to KTO mówi, a nie CO mówi.