Jedna z najczęstszych pułapek, w jakie wpadają „dobrzy chłopcy”, to związanie się z kobietą świeżo po zerwaniu. Słyszysz, jak źle traktował ją były, jak bardzo cierpiała, i w twojej głowie odpala się mechanizm Ratownika.
Zaczynasz za nią latać. Obsypujesz ją prezentami. Starasz się jej wynagrodzić zło całego świata, stając na rzęsach, by pokazać, że „ty jesteś inny”. Zachowujesz się, jakbyś ubiegał się o posadę asystenta, a nie mężczyzny, z którym ona ma iść do łóżka.
Zrozum jedną rzecz: kobieta po rozstaniu potrzebuje emocjonalnego plastra, a ty dobrowolnie kładziesz się na jej krwawiącej ranie. Jesteś wygodny, miły i bezpieczny. Ale nie jesteś pociągający.
Pociąg fizyczny i fascynacja nie rodzą się z litości ani z wdzięczności za to, że zapłaciłeś za kolację i wysłuchałeś jej żalów. Pociąg rodzi się z silnej dynamiki zewnętrznej. Z tego, że masz własne zasady i nie pozwalasz, by czyjaś przeszłość definiowała to, jak się zachowujesz dzisiaj.
Co gorsza, kiedy ona poczuje się już lepiej i odzyska pewność siebie, zgadnij co zrobi? Kopnie cię w tyłek. Dlaczego? Bo będziesz kojarzył jej się z najsłabszym, najbardziej bolesnym okresem w jej życiu.
Przestań być rycerzem w lśniącej zbroi. Przestań naprawiać cudze życia. Jeśli dziewczyna jest w emocjonalnej rozsypce po byłym, twoją jedyną właściwą reakcją powinno być zrobienie kroku w tył. Daj jej czas na poukładanie sobie w głowie. Przestań błagać o akceptację prezentami. Skup się na kobietach, które są gotowe wejść w twoje życie tu i teraz, bez wleczenia za sobą bagażu dramy.