Wróciłeś do randek po latach i nie wiesz, czego chcesz
Trzecie spotkanie z tą samą dziewczyną. Było dobrze. Śmiała się, ty też, nikt ani razu nie sięgnął po telefon.
Odprowadziłeś ją pod klatkę i wracasz pieszo przez pół miasta, bo jakoś nie chciało ci się jeszcze do domu.
Gdzieś na wysokości drugiego skrzyżowania zaczyna się posiedzenie. Czy ja tego chcę. Czy to w ogóle ma sens. Czy to uczciwe wobec niej, że nie wiem. A jak się wkręcę i skończy się jak ostatnio.
Trzy lata byłeś z jedną osobą. Wiedziałeś, kto ma urodziny w marcu, co jecie w niedzielę i dokąd jedziecie w sierpniu. Potem to się skończyło.
Minął rok z kawałkiem. Teoretycznie jesteś gotowy, sam tak mówisz. Praktycznie po każdym dobrym spotkaniu wracasz i zamiast myśleć o niej, myślisz o tamtym.
Najtrudniejsze pytanie wcale nie brzmi, czy ona jest właściwa. Brzmi: czego ja właściwie chcę.
Ktoś nazwał to rozdwojeniem jaźni
Mam tu archiwum starego polskiego forum, ponad dziesięć tysięcy wątków. W jednym z nich facet rok po zakończeniu trzyletniego związku opisuje dokładnie ten stan:
“Rok temu zakończyłem trzy letni LTRu - jak każdy miał wzloty i upadki w końcu został przeze mnie zakończony. Po odbyciu kilku miesięcznego czyśćca zacząłem się spotykać z innymi laskami. I tu pojawia się sedno problemu - otóż w początkowej fazie jest spoko, to gdy dochodzi do próby ustalenia jakiejś formy znajomości zaczynam się gubić. Sam nie wiem czego chcę - z jednej strony chcę LTR a z drugiej zaczynam za dużo myśleć nad tym wszystkim “czy mi to potrzebne?” “a jak znowu będzie to samo?” po co znowu się wkręcać jak i tak pewnie skończy się tak samo?“ “może ja w ogóle nie nadaję sie do LTR?”. Takie to chore trochę, czuję się jakbym miał rozdwojenie jaźni w tym temacie.“
Dalej pisze, że poza tym wszystko mu gra. Ma pracę, która go cieszy, pasje, dobrze mu samemu ze sobą. I na końcu dorzuca, że czuje się, jakby nie potrafił kochać, bo nawet bliskość z nowymi dziewczynami jest jakaś nijaka.
Przeczytaj te pytania jeszcze raz. Powoli. Czy mi to potrzebne. A jak znowu będzie to samo. Po co się wkręcać, jak i tak skończy się tak samo.
W żadnym z nich nie ma dziewczyny, z którą teraz się spotyka. W każdym występuje poprzedni związek. Pyta niby o przyszłość, ale w kółko wraca do przeszłości. Tylko czas gramatyczny się zgadza.
Odwykłeś od nierozstrzygniętego
Przez trzy lata nie musiałeś odpowiadać na pytanie, czy my. Odpowiedź zapadła raz, dawno temu, i potem już tylko obowiązywała. Związek na lata to życie w rozstrzygniętym. Wiadomo, kto jest kim, wiadomo, co będzie w piątek.
Poznawanie kogoś nowego to życie w nierozstrzygniętym. Nie wiadomo, czym to jest, nie wiadomo, czy będzie kolejne spotkanie, nie wiadomo nic na więcej niż tydzień do przodu. To zupełnie inna dyscyplina. Ona też wymaga kondycji.
Kiedyś tę kondycję miałeś. Każdy ją ma na początku, bo nie zna niczego innego. Ale po latach w rozstrzygniętym nierozstrzygnięte boli jak światło po wyjściu z kina. Nie dlatego, że coś się w tobie zepsuło. Dlatego, że odwykłeś.
Zobacz to na czymś prostszym. Po roku bez siłowni nie wchodzisz na trening z ciężarem, z którym kończyłeś. I nikogo to nie dziwi, ciebie też nie. Ale od siebie w znajomościach wymagasz formy sprzed lat, od razu, na dzień dobry. Sam byś nikomu takiego planu treningowego nie ułożył.
Różnica jest spora. Usterkę trzeba naprawić, a do czegoś, od czego odwykłeś, po prostu wracasz. Powoli. Przebywasz w tym i z czasem znowu staje się znajome.
Tamta historia jeszcze się nie skończyła
Facet z forum zakończył związek rok temu. Sam go zakończył, tak pisze. A mimo to każda nowa znajomość w pewnym momencie zamienia mu się w rozmowę z tamtym związkiem.
Bo zakończyć a zamknąć to dwie różne rzeczy. Zakończyłeś, kiedy się wyprowadziłeś albo ona się wyprowadziła. Zamykasz dopiero wtedy, kiedy umiesz powiedzieć, co się właściwie stało, co było twoje, co jej, i co bierzesz dalej. Dopóki tego nie zrobisz, tamta historia jeździ z tobą na każde nowe spotkanie jak pasażer, a potem wraca z tobą do domu i przerabia wszystko razem z tobą.
Jest też mniej wygodna część. Pytanie „czego chcę” bywa zasłoną. Pod nim siedzi zwykle inne, konkretniejsze: czy przeżyję, jak to się znowu rozpadnie. Tamto pytanie jest trudne, więc głowa podsuwa to pierwsze, bo brzmi mądrzej i można je mielić latami bez odpowiedzi.
Ona to czuje, nawet jeśli nie umie tego nazwać. Ty chyba też. Siedzisz obok, ale jesteś obecny w sześćdziesięciu procentach, reszta pilnuje wyjścia awaryjnego. Ta nijakość, o której pisze facet z forum, to nie jest brak umiejętności kochania. To jest obecność na pół etatu. Trudno, żeby cokolwiek smakowało, jak przez cały posiłek trzymasz rękę na klamce.
Nie musisz wiedzieć, czego chcesz
Na trzecim spotkaniu nikt tego nie wie. Ona też nie, spoko. Ludzie, którzy twierdzą, że wiedzą, znają najwyżej swój plan, a plany wobec konkretnego człowieka i tak pisze się od nowa w trakcie.
Czego chcesz od znajomości z konkretną osobą, dowiadujesz się przez bycie w niej, nie przed nią. Wymaganie od siebie gotowej odpowiedzi na starcie to poprzeczka, której nie stawiasz nikomu innemu i której nikt nie stawia tobie.
Odwróć sytuację. Gdyby ona na trzecim spotkaniu wymagała od siebie pewności co do ciebie, uznałbyś to za dziwne. Od niej przyjmujesz, że sprawdza, przygląda się, daje temu czas. Sobie każesz wiedzieć od razu.
Nie ma też zdania, które tę niepewność zdejmie raz na zawsze, tak jak nie ma magicznej pigułki na całą resztę tej drogi. Jest tylko różnica między niepewnością, którą się niesie i idzie dalej, a niepewnością, którą się mieli w kółko, stojąc w miejscu.
Jedna rzecz na dziś wieczór
Weź kartkę i dokończ pisemnie jedno zdanie: boję się, że znowu.
Nie redaguj tego. Napisz, jak leci, choćby wyszło krzywo i trochę bez sensu.
Potem przeczytaj je i policz, ile słów w tym zdaniu dotyczy osoby, z którą się teraz widujesz, a ile dotyczy poprzedniego związku.
U większości facetów po długim związku wynik jest jednoznaczny. Zdanie jest w całości o przeszłości, a nowa osoba nie występuje w nim wcale. Sama ta proporcja, zobaczona na papierze, przestawia więcej niż tydzień mielenia w głowie. Trzy minuty roboty.
Kiedy ostatni raz siedziałeś z nią przy stole i byłeś tam więcej niż w połowie?
Dokończenie jednego niewygodnego zdania na kartce to jedna z misji z darmowej książki Pierwsze 30 dni. Trzydzieści dni, jedna rzecz dziennie, każda do zrobienia w kilka minut, przy każdej wariant B na małą miejscowość. Osiemdziesiąt stron, pobierasz bez maila i bez zakładania konta.
✨ 80 stron • 100% za darmo • Bez ukrytych haczyków
Pierwsze 30 Dni Nowego Życia
Trzydzieści codziennych misji pełnych dobrej energii. Krok po kroku odkrywasz naturalną swobodę w rozmowie z ludźmi, zdejmujesz stres i budujesz nawyk, który zostaje na zawsze.
Chcesz otrzymywać codzienne wskazówki i dawkę motywacji?
Krótka, konkretna wiadomość o poranku z zadaniem na dany dzień. Prosto, życiowo i z uśmiechem.
Zero spamu. Twoje dane są w 100% bezpieczne. Możesz wypisać się jednym kliknięciem.