ok. 5 min czytania

Dziesięć lat starsza i pytasz, czy to ma sens

Środa, kuchnia w pracy, koło czternastej.

Ona nalewa wodę do czajnika i pyta, jak skończyła się twoja przeprawa z raportem, bo w poniedziałek jej o tym wspomniałeś. Zapamiętała. Rozmawiacie może pięć minut i śmieje się z tego samego, z czego ty. To jest najlepsza rozmowa twojego tygodnia.

Wieczorem siedzisz w domu i robisz coś, czego nie zrobiłbyś po rozmowie z żadną inną. Otwierasz w głowie kalkulator. Ona ma trzydzieści sześć lat. Ty dwadzieścia sześć. Dziesięć różnicy.

Potem wpisujesz w wyszukiwarkę “duża różnica wieku związek” i przez godzinę czytasz cudze kłótnie sprzed lat.

Popatrz, co się właśnie stało. Z rozmowy przy czajniku, po której było ci dobrze, zrobił się problem do rozstrzygnięcia. Ona o niczym nie wie. Ten problem powstał w całości u ciebie w pokoju.

Ktoś zadał to pytanie lata temu

Mam tu archiwum starego polskiego forum, ponad dziesięć tysięcy wątków. Jest w nim facet z dokładnie tym samym liczeniem w głowie. Zaczyna tak:

“Zaznaczam na wstępie, że chciałbym odpowiedź kogoś doświadczonego kto uwiódł kobietę od siebie np. 10 lat starszą.”

Chciałbym odpowiedź kogoś doświadczonego. No przeczytaj to jeszcze raz. On nie pyta, jak z nią rozmawiać. On szuka kogoś, kto już tam był i wrócił, żeby mu powiedział, że wolno. Że to się w ogóle zdarza. Że jest sens próbować.

A pod spodem dopisał zdanie, które mówi więcej niż całe pytanie:

“ps. miałem tylko kilka takich podejść, ale wydaje mi się, że nie do końca traktowały mnie poważnie , a nawet jakby to koleżanki obiektu jeśli też są w jej wieku psują to”

Nie do końca traktowały mnie poważnie. W tym zdaniu siedzi cała sprawa. Wrócimy do niego.

Spójrz jeszcze na słowo “obiektu”. Tak się wtedy pisało na forach o kobiecie, z którą chciało się być. Obiekt, podejście, ktoś z boku psuje akcję. Język operacji wojskowej, nie spotkania dwojga ludzi. To nie przypadek. Jeszcze do tego wrócimy.

Pytanie o sens nie jest o niej

“Czy to w ogóle ma sens” brzmi dojrzale. Jak troska o was oboje, o jej czas, o przyszłość. W praktyce działa jak każda inna forma odkładania: daje ci dziś powód, żeby nie zrobić nic.

Znasz zresztą ten wieczorny rytuał. Wpisujesz pytanie, czytasz odpowiedzi, jedna cię podnosi, druga dołuje, po godzinie zamykasz laptopa i wiesz dokładnie tyle, co przedtem. Jutro w kuchni znowu będzie pięć dobrych minut, a wieczorem znowu kalkulator. To koło potrafi się kręcić latami.

Bo pomyśl, co miałoby wyniknąć z odpowiedzi. Ktoś doświadczony pisze ci, że tak, ma sens. I co, od jutra rozmawia ci się śmielej? Ktoś pisze, że nie ma. To co, wycinasz rozmowy przy czajniku, które są najlepszą częścią twojego tygodnia?

Liczenie lat przed pierwszą prawdziwą rozmową to jest to samo czekanie, co zrobię formę i wtedy zagadam. Tylko wygodniejsze, bo wygląda na obiektywne. Formę można podważyć, matematyki nie. Dziesięć to dziesięć.

Ale sens nie mieszka w tabelce. Sens ustalają dwie osoby, kiedy się poznają. Sam, w pokoju, z kalkulatorem, możesz go najwyżej z góry unieważnić. I dokładnie to robisz.

Dlaczego nie traktowały go poważnie

Wróćmy do jego zdania. On uważał, że to przez wiek. Że dziesięć lat różnicy to za dużo, żeby brały go na serio, a koleżanki jeszcze dokładały swoje.

Możliwe. A możliwe jest coś innego.

Jak podchodzisz do kogoś z przekonaniem, że dzieli was mur, to cała twoja obecność jest o murze. Ważysz słowa, których normalnie nie ważysz. Nadrabiasz powagą albo odwrotnie, żartujesz na zapas ze swojego wieku, zanim ktokolwiek go w ogóle poruszył. Zachowujesz się, jakbyś przyszedł złożyć wniosek o dopuszczenie, choć nikt cię o żaden wniosek nie prosił.

I ona to czuje w pierwszej minucie. Nie wiek. Spięcie.

Kobieta dziesięć lat starsza ma za sobą dziesięć lat rozmów więcej niż ty. Udawaną pewność siebie rozpozna w dwa zdania. Ale zwykłą, spokojną ciekawość też rozpozna i reaguje na nią dokładnie tak samo jak każdy inny człowiek: rozmową.

On szukał specjalnej techniki na starsze kobiety. To ta sama pułapka, co każde czytanie kolejnych poradników zamiast jednej rozmowy: szukasz sposobu na kategorię, zamiast pogadać z jednym konkretnym człowiekiem. Nie ma techniki na starsze. Trzydziestosześciolatka nie jest innym gatunkiem. To osoba, która nalewa wodę do czajnika i pamięta o twoim raporcie.

I tu robi się niewygodnie: one nie przestały traktować go poważnie przez metrykę. On pierwszy przestał traktować poważnie siebie. Prosił o wstęp tam, gdzie wystarczyło przyjść.

Kiedy różnica wieku naprawdę coś znaczy

Nie powiem ci, że wiek to fikcja i liczy się tylko serce, bo obaj wiemy, że to plakat, nie prawda.

Bywa, że dziesięć lat różnicy to dwa różne miejsca w życiu. Ona może wiedzieć o sobie rzeczy, których ty o sobie jeszcze nie wiesz. Może chcieć czegoś szybciej, niż ty będziesz gotowy. Albo mieć za sobą coś, co ty masz dopiero przed sobą. To są prawdziwe tematy.

Tylko że to są tematy na trzeci miesiąc znajomości, przy stole, we dwoje. Nie na samotny wieczór z wyszukiwarką przed pierwszą kawą. Nie rozstrzygniesz ich z wyprzedzeniem, choćbyś przeczytał wszystkie fora świata. Zresztą ludzie w tym samym wieku też bywają w dwóch różnych miejscach życia i jakoś nikt im nie każe liczyć niczego przed pierwszą rozmową.

Na dziś masz do sprawdzenia jedno: czy dobrze się z nią rozmawia. Znasz odpowiedź. Resztę sprawdza się po drodze albo wcale.

Jedna rzecz na jutro

Jutro zagadaj kogoś starszego od ciebie o co najmniej dziesięć lat. Nie ją. Kogokolwiek.

Sąsiad z klatki, kobieta w kolejce w żabce, facet w serwisie rowerowym. Jedno pytanie o zwykłą rzecz: czy te pomidory z promocji są w porządku, o której zwykle przychodzi kurier, co się znowu dzieje z windą. I wysłuchaj odpowiedzi do końca, bez układania w głowie następnego zdania.

To zajmuje dwie minuty i nie ma nic wspólnego z podrywem. Chodzi o coś innego. Twoja głowa ma zobaczyć, że rozmowa z kimś starszym to po prostu rozmowa. Nie egzamin, nie występ, nie proszenie o wstęp. Zrobisz to kilka razy w tygodniu i mur, który przyniosłeś do tamtej kuchni, będzie z każdym razem trochę niższy.

Ile rozmów w tym roku oddałeś walkowerem, bo najpierw policzyłeś lata?

Zagadanie do kogoś starszego o zwykłą rzecz to jedna z misji z darmowej książki Pierwsze 30 dni. Trzydzieści dni, jedna rzecz dziennie, każda do zrobienia w kilka minut, przy każdej wariant B na małą miejscowość. Osiemdziesiąt stron, pobierasz bez maila i bez zakładania konta.

✨ 80 stron • 100% za darmo • Bez ukrytych haczyków

Pierwsze 30 Dni Nowego Życia

Trzydzieści codziennych misji pełnych dobrej energii. Krok po kroku odkrywasz naturalną swobodę w rozmowie z ludźmi, zdejmujesz stres i budujesz nawyk, który zostaje na zawsze.

Chcesz otrzymywać codzienne wskazówki i dawkę motywacji?

Krótka, konkretna wiadomość o poranku z zadaniem na dany dzień. Prosto, życiowo i z uśmiechem.

Zero spamu. Twoje dane są w 100% bezpieczne. Możesz wypisać się jednym kliknięciem.