Nie ma magicznej pigułki. Ani zestawu tekstów

Wtorek, dwudziesta trzecia. Leżysz w łóżku, telefon dwadzieścia centymetrów nad twarzą.
W notatkach masz plik. Nazywa się “teksty” albo “zagajenia” albo nie nazywa się nijak, bo założyłeś go dwa lata temu i nigdy nie zmieniłeś nazwy.
Przewijasz. Pierwsza linijka brzmi teraz głupio. Trzecia jest z filmiku, gość mówił, że działa zawsze. Ostatnia jest twoja, wymyśliłeś ją sam i nigdy jej nie użyłeś.
Zamykasz notatki, otwierasz kolejny film. Jest wpół do pierwszej.
Jutro w pracy będziesz gadał z ośmioma osobami i ani razu nie zajrzysz do tego pliku.
Ktoś napisał to na forum lata temu:
“hmm czytajac juz prawie 200 postow jeszcze boje sie podejscia…zenujace…”
To zdanie ma w sobie wszystko. Ten człowiek wiedział już więcej niż większość. I stał.
Dlaczego akurat teksty sprzedają się najlepiej
Lista dobrze się sprzedaje. Proste.
Da się spakować pięćdziesiąt gotowych zdań w pdf, dać temu okładkę i wysłać mailem. To wygląda jak wiedza. Ma numer na okładce, można to policzyć, można to przeczytać w godzinę i mieć poczucie, że się coś zdobyło.
Nie da się w ten sposób sprzedać zdania “wyjdź we wtorek i powiedz komuś coś zwyczajnego”. To jest za krótkie. Za tanie. Nikt tego nie kupi, bo to nie wygląda jak produkt, tylko jak coś, co można było zrobić wczoraj za darmo.
Jest jeszcze ważniejsza sprawa. Zestaw tekstów ma wbudowaną furtkę na wypadek, gdy nie zadziała.
Bo kiedy powiesz to zdanie i wyjdzie z tego cisza, odpowiedź nigdy nie brzmi “zdanie było słabe”. Odpowiedź brzmi: powiedziałeś to źle. Za cicho. Za szybko. Nie tak stałeś. Nie ta energia. Nie ta postawa.
Czyli wina wraca do ciebie, a rozwiązanie jest w następnym produkcie, tym o głosie, o postawie i o energii. Ten mechanizm nie jest błędem. On jest częścią konstrukcji.
W Polsce ta nisza ma dwadzieścia lat. Dwadzieścia lat obietnic i sprawdzonych sposobów. Ludzie, którzy to kupowali, nie byli naiwni. Chcieli dokładnie tego, co ta lista obiecywała, i to jest zupełnie zrozumiałe.
Przyjrzyj się jeszcze jednej rzeczy. Prawie każdy taki zestaw sprzedaje się przez sytuację, w której nigdy nie będziesz. Ona sama przy barze, muzyka nie za głośna, obie koleżanki poszły do toalety, ona się nudzi i patrzy w twoją stronę. W takim ustawieniu zadziała każde zdanie, łącznie z pytaniem o godzinę.
Twoje wtorki wyglądają inaczej. Przystanek, deszcz, dwie osoby ze słuchawkami, autobus za trzy minuty. I na to nikt nie napisał tekstu, bo z tego nie da się zrobić filmiku.
Czego naprawdę szukasz, kiedy szukasz tekstu
Słów nie szukasz. Masz je.
Słów masz mnóstwo. Cały dzień rozmawiasz z ludźmi. Zamawiasz, tłumaczysz, żartujesz przy kawie, dogadujesz się przez telefon z kimś, kogo nigdy nie widziałeś. Nikt cię tego nie uczył z listy.
Szukasz gwarancji. No, choćby małej.
Chcesz zdania przetestowanego tyle razy, że nie może pójść źle. Chcesz wiedzieć, jak to się skończy, zanim zaczniesz. I to jest najbardziej ludzka rzecz pod słońcem, bo to nie odpowiedź drugiej osoby jest tym, czego się boisz.
Boisz się tych dwóch sekund. Tego, co jest między “powiedziałem” a “coś wróciło”. Tych dwóch sekund, w których nic nie wiadomo, a ludzie dookoła patrzą.
Zdanie z listy tych dwóch sekund nie skraca. One trwają tyle samo przy każdym zdaniu na świecie.
Ktoś inny napisał to tak:
“Nie potrafię się odezwać nawet do sklepowej jeżeli jest młoda.”
Do sklepowej nie potrzebujesz tekstu. Znasz to zdanie od dziecka. Ono brzmi “dzień dobry” i potem numer stanowiska albo nic. Więc problem nie jest w zdaniu, i ten człowiek wiedział o tym doskonale, dlatego to napisał. I nie zaczyna się to przy niej.
Uczciwie: z drugiej strony bardzo łatwo sprzedać ci dokładnie tę samą obietnicę. Nie powiem ci, że masz najpierw popracować nad sobą, uwierzyć w siebie, zbudować wartość i wtedy przyjdzie samo. To jest ta sama pigułka, tylko przemalowana, i ma tę samą wadę: znowu nie musisz jutro nic robić.
Nie ma stanu, do którego się dochodzi i przestaje się spinać. Jest tylko robienie tego częściej, przy czym za każdym razem trochę mniej boli. Niczego ci przy tym nie obiecuję. Ani rozmowy, ani numeru, ani wieczoru.
Jedno zdanie, nie pięćdziesiąt
Jutro, raz, powiedz jedno zdanie o sytuacji, w której obaj jesteście.
Do kogokolwiek, kto stoi obok. W kolejce, na przystanku, przy kasie, w windzie.
“Ta kolejka to jakiś kosmos.” “Wie pan, czy ten autobus w ogóle dziś jedzie?” “Padło im chyba wszystko, nie tylko ta kasa.”
To nie jest zagajenie. To nie prowadzi donikąd. Nikt nie musi ci odpowiedzieć, a jak odpowie, to prawdopodobnie mruknięciem i tyle.
Właśnie te dwie sekundy trenujesz. Samo zdanie jest drugorzędne. Zdanie ma być tak zwyczajne, żeby nie było czego zepsuć.
Dwie zasady. Jedna osoba, jedno zdanie, raz. Potem idziesz dalej i nic z tego nie budujesz.
Za pierwszym razem lepiej, żeby to nie była osoba, która ci się podoba. Nie dlatego, że trzeba sobie na to zasłużyć. Dlatego, że przy kimś, na kim ci zależy, te dwie sekundy trwają dwa razy dłużej, a ty ich jeszcze nie znasz.
Zrób to trzy dni z rzędu. I wtedy przyjdzie jedna ważna rzecz. Nie zapamiętasz żadnej z tych odpowiedzi. Zapamiętasz, że nic się nie stało.
Ile masz zapisanych tekstów, a ile zdań powiedziałeś na głos w tym tygodniu do kogoś, kogo nie znasz?
Te trzy dni to początek darmowej książki Pierwsze 30 dni. Osiemdziesiąt stron, trzydzieści misji, na każdy dzień jedna rzecz do zrobienia. Przy każdej jest wariant B na małą miejscowość, bo w mieście na dwadzieścia tysięcy ludzi połowa rad z internetu nie ma prawa zadziałać. Nie ma tam ani jednego gotowego tekstu do nauczenia się na pamięć. Pobierasz bez podawania maila i bez zakładania konta.
✨ 80 stron • 100% za darmo • Bez ukrytych haczyków
Pierwsze 30 Dni Nowego Życia
Trzydzieści codziennych misji pełnych dobrej energii. Krok po kroku odkrywasz naturalną swobodę w rozmowie z ludźmi, zdejmujesz stres i budujesz nawyk, który zostaje na zawsze.
Chcesz otrzymywać codzienne wskazówki i dawkę motywacji?
Krótka, konkretna wiadomość o poranku z zadaniem na dany dzień. Prosto, życiowo i z uśmiechem.
Zero spamu. Twoje dane są w 100% bezpieczne. Możesz wypisać się jednym kliknięciem.