Pytasz obce kobiety o godzinę i nazywasz to treningiem
Sobota, 14:00, galeria handlowa. Chodzisz między sklepami od godziny, ale nie po zakupy.
Masz plan: dziesięć zaczepek. Licznik w telefonie pokazuje sześć. To twoja trzecia taka sobota, bo gdzieś przeczytałeś, że odwaga to mięsień i trzeba robić serie.
Podchodzisz do kobiety przy witrynie. Serce wali, jakbyś skakał z dachu. “Przepraszam, wiesz może, która godzina?” Ona zerka na telefon, mówi “za dziesięć trzecia”, uśmiecha się. Dziękujesz i odchodzisz.
Ulga jak po wyjściu z zimnej wody. Siedem z dziesięciu.
Wieczorem siadasz z poczuciem zrobionej roboty. No, trening zaliczony. Mięsień pompowany, progres jak na siłowni, wszystko się niby zgadza.
Tylko że godzinę znałeś, masz zegarek na ręce. Żadnej z tych siedmiu kobiet nie umiałbyś opisać. A jutro będzie wyglądało jak wczoraj, bo licznik może rosnąć w nieskończoność.
Maszyna do zaczepiania
Mam tu archiwum starego polskiego forum, ponad dziesięć tysięcy wątków. Jest tam facet, który swój wątek zatytułował “jestem maszyna do otwierania nastepny krok”. Pisze tak:
“Tematyką interesuję się od pewnego czasu, kilka miesięcy temu zacząłem na poważnie ćwiczyć, otworzyłem przez ten czas dobre pół tysiąca kobiet, zrobiłem dwa tygodnie DC i nadal czuję się słaby. Podchodzę do kobiety i wszystko na co mnie stać to “Hej, wiesz która jest godzina?” czy “Hej, jak dojść do… ?”. Idę na trening i pytam kobiety o godzinę. Idę na trening i sypię im komplementami. Idę na trening i pytam o drogę. Idę na trening… itd.“
Pół tysiąca. Pięćset zaczepionych kobiet w kilka miesięcy. To jest liczba, przy której tamto forum powinno bić brawo. Pięćset rozmów wystarczyłoby, żeby poznać pół miasta.
Przeczytaj też rytm tych zdań: idę na trening, idę na trening, idę na trening. On sam to słyszy. To nie jest opis drogi, to jest opis kołowrotka. Pięćset obrotów i ani metra do przodu.
A kawałek dalej sam podsumowuje wynik:
“I co? I nic. Nadal jestem cienki. Nie jestem pewny siebie. Nie tak jakbym chciał. Jaki jest następny krok?”
Zatrzymaj się przy słowie “otworzyłem”. Tak tamto forum mówiło o zagadaniu do kobiety: otwieranie, jak puszki. Kobieta była w tym języku materiałem treningowym, czymś, na czym się wykonuje ćwiczenie. Wyrzuć to słowo. Ale zapamiętaj, co ono zrobiło temu facetowi, bo tobie robi to samo, tylko na mniejszą skalę.
Dlaczego licznik rośnie, a odwaga nie
Bo pytanie o godzinę jest bezpieczne. A bezpieczne znaczy tutaj: nieprawdziwe.
Jak pytasz o godzinę, niczego nie ryzykujesz. Ona nie może cię odrzucić, bo o nic jej nie poprosiłeś. Najgorsze, co może się stać, to że nie ma telefonu przy sobie. Strach, który czujesz przed podejściem, jest prawdziwy, ale sytuacja, w którą wchodzisz, jest atrapą. Trenujesz skok do wody, chodząc dookoła basenu.
Dlatego serce przed każdym podejściem wali tak samo. Po pięciuset razach powinno być łatwiej, prawda? A nie jest. Strach nie głupieje. On dobrze wie, że pytanie o godzinę to nie jest to, czego się boisz, więc nie ma powodu zejść.
Prawdziwy strach siedzi gdzie indziej: w momencie, w którym ona wie, że zagadałeś, bo chciałeś zagadać. Nie o godzinę, nie o drogę, bez pretekstu. Strach przed zagadaniem naprawdę to jest właściwy przeciwnik. I pięćset atrap nie osłabia go ani trochę, bo każda z nich była ćwiczeniem z jego omijania.
Facet z forum zrobił z tego omijania cały system. Misje, liczniki, kolega do raportowania wyników. Ta konstrukcja wygląda jak droga do celu, a jest schronem przed nim. Niewygodna część brzmi tak: taki system nie powstaje po to, żeby poznawać kobiety. Powstaje po to, żeby ich nie poznawać i mimo to czuć progres.
Nie piszę tego, żeby się nad nim znęcać. On przynajmniej wychodził z domu, a to więcej, niż robi większość pytających na forach. Tylko że wychodził w zbroi, która gwarantowała, że nic go nie dotknie. Ani odmowa, ani rozmowa.
Ona odpowiada dokładnie na to, o co pytasz
Spójrz na te sytuacje z jej strony.
“Przepraszam, która godzina?” “Za dziesięć trzecia.” Uśmiech. Koniec. Ona odpowiedziała na twoje pytanie w całości. Nic więcej się nie wydarzyło, bo nic więcej w tym pytaniu nie było. Temat godziny wyczerpuje się w trzech słowach i żadna życzliwość z jej strony tego nie zmieni.
Tamten facet pytał o następny krok. Tyle że po pytaniu o godzinę nie ma następnego kroku. Schody się skończyły, bo to były schody do niczego.
Misje w rodzaju “zapytam dziesięć i zapamiętam kolor oczu” też nic nie zmieniają. No bo jak mają zmienić. To dalej jest zadanie wykonywane na człowieku, a nie kontakt z człowiekiem. Ona jest w tym ćwiczeniu rekwizytem, a z rekwizytem nie da się porozmawiać.
Rozmowa może wyrosnąć tylko ze zdania, w którym jest coś od ciebie: obserwacja, opinia, prawdziwa ciekawość. W “która godzina” nie ma ciebie wcale, więc ona nie ma na co odpowiedzieć poza godziną. Znasz zresztą ten stan z drugiej strony, pustkę w głowie w momencie, kiedy trzeba powiedzieć coś od siebie. Pytania z atrapy są sposobem na ominięcie tej pustki. Tyle że ona nie znika. Czeka przy każdej rozmowie, która miałaby być prawdziwa.
Jedna rzecz na jutro
Jedna zaczepka zamiast dziesięciu. Prawdziwa. Tyle.
Jutro zagadnij jedną osobę pytaniem, na którego odpowiedzi naprawdę ci zależy. Nie o godzinę, którą znasz. W sklepie: “Brałeś kiedyś ten albo tamten? Bo stoję nad nimi już pięć minut.” Na mieście: pytanie o miejsce, do którego faktycznie chcesz trafić. Warunek jest jeden: odpowiedź ma cię obchodzić. Sprawa może być banalna, byle prawdziwa.
A po odpowiedzi nie uciekaj. Dodaj jedno zdanie od siebie. “No to biorę ten, dzięki.” “A, to bliżej niż myślałem.” Cokolwiek. Byle zostać jeszcze moment. Zamienić trzy zdania zamiast dwóch. To jest cała różnica między atrapą a rozmową i to jest dokładnie ten metr, którego nie przeszedł facet od pięciuset zaczepek.
Nie licz podejść. Policz zdania.
I jeszcze jedno. Jak przy tym prawdziwym pytaniu poczujesz strach większy niż przy dwudziestu pytaniach o godzinę, to dobry znak. Pierwszy raz od dawna ćwiczysz to, co faktycznie miało być trenowane.
Z iloma kobietami zaczepionymi w tym miesiącu zamieniłeś więcej niż dwa zdania?
Zaczepka, po której zostajesz na jedno zdanie dłużej, to jedna z misji z darmowej książki Pierwsze 30 dni. Trzydzieści dni, jedna rzecz dziennie, każda do zrobienia w kilka minut, przy każdej wariant B na małą miejscowość. Osiemdziesiąt stron, pobierasz bez maila i bez zakładania konta.
✨ 80 stron • 100% za darmo • Bez ukrytych haczyków
Pierwsze 30 Dni Nowego Życia
Trzydzieści codziennych misji pełnych dobrej energii. Krok po kroku odkrywasz naturalną swobodę w rozmowie z ludźmi, zdejmujesz stres i budujesz nawyk, który zostaje na zawsze.
Chcesz otrzymywać codzienne wskazówki i dawkę motywacji?
Krótka, konkretna wiadomość o poranku z zadaniem na dany dzień. Prosto, życiowo i z uśmiechem.
Zero spamu. Twoje dane są w 100% bezpieczne. Możesz wypisać się jednym kliknięciem.