Dwadzieścia odmów w jeden dzień i pytanie, co jest z tobą nie tak
Sobota, kwadrans po ósmej wieczorem. Idziesz do domu pieszo, chociaż autobus odjeżdżał za pięć minut.
Nie wsiadłeś, bo w autobusie jest jasno i ludzie widzą twarze.
Liczyłeś dzisiaj. Dwadzieścia zaczętych rozmów, dwadzieścia zakończonych w pół minuty. Część grzecznie. Jedna z uśmiechem, który zabolał najbardziej. Dwie tak, że pieką do teraz.
Gdzieś przy piętnastej przestałeś czuć cokolwiek poza tym, że trzeba dobić do dwudziestu. Bo taki był plan. Bo podobno tak się to ćwiczy.
Teraz idziesz z zaciśniętym gardłem i mokrymi oczami i pilnujesz, żeby nikt z naprzeciwka tego nie zobaczył.
A w głowie jedno pytanie, w kółko to samo: co jest ze mną nie tak.
Ktoś napisał to samo lata temu
Mam tu archiwum starego polskiego forum, ponad dziesięć tysięcy wątków. Jest wśród nich i ten:
“Czemu gdy nie wychodzą mi podejścia tracę humor i chęci do działania dalej? jak idę na dg i robię duużo podejść np 20 to aż czasem ze łzami w oczach wracam do domu? jak nie brać zlewek do siebie?”
Dwa słowa trzeba przełożyć, bo to język tamtego miejsca. “Dg” znaczyło wyjście na miasto specjalnie po to, żeby zagadywać obce kobiety. “Zlewka” znaczyła odmowę. Popatrz, co robi ten język: cudze “nie” nazywa się tam jak punkt w grze, żeby nie trzeba było go czuć. To nie jest przypadek i zaraz do tego wrócimy.
Przeczytaj jeszcze raz środek. Robi dwadzieścia podejść i czasem ze łzami w oczach wraca do domu. I jedyne pytanie, jakie umie do tego dodać, brzmi: jak nie brać tego do siebie.
Człowiek pisze, że płacze. I pyta, jak przestać czuć.
Dwadzieścia odmów w jedno popołudnie to nie jest trening
Ktoś mu powiedział, że liczby załatwią sprawę. Że odmowa jest jak powtórzenie na siłowni: im więcej, tym grubsza skóra. Więc chodził i zbierał.
Tylko że skóra nie grubieje. W człowieku nie ma miejsca, które twardnieje od odmów. Potrzeba bycia przyjętym nie jest mięśniem. Każde “nie” trafia w ten sam punkt co poprzednie, a ten punkt nie ma kiedy się zagoić, bo za trzy minuty jest następne podejście.
Na siłowni po serii jest przerwa. Tu przerwy nie ma.
To, co dzieje się przy piętnastym podejściu, kiedy przestajesz cokolwiek czuć, to nie jest postęp. To znieczulenie. Organizm odcina czucie, bo nie nadąża. A wieczorem, kiedy robi się cicho i nikt już nie patrzy, rachunek przychodzi w całości. Stąd łzy w drodze do domu.
One nie są słabością. Są normalną reakcją na dzień, w którym dwadzieścia razy z rzędu usłyszałeś “nie”. Dziwna byłaby dopiero ich nieobecność.
Pytanie jest źle zaadresowane
Wracasz z takiego dnia i szukasz usterki w sobie. Rozumiem, czemu tam jej szukasz. Odmowy przyszły z dwudziestu różnych stron, a ty jesteś jedynym wspólnym mianownikiem. Wygląda na matematykę.
Ale w tym równaniu jest jeszcze jedna wspólna zmienna: metoda.
Dwadzieścia zaczepień obcych kobiet w jedno popołudnie to sytuacja, w której większość rozmów kończy się odmową niezależnie od tego, kto podchodzi. Zagadnięta na ulicy osoba najczęściej gdzieś idzie, spieszy się, ma słuchawki, ma swój dzień. Jej “nie” mówi o tej jednej minucie jej życia, nie o tobie. Ustawiłeś sobie dzień, w którym wynik był przesądzony, a potem wziąłeś ten wynik jako diagnozę o sobie.
Człowiek, którego boli po takim dniu, nie jest zepsuty. Boli go dokładnie to, co powinno boleć. Zepsuta jest metoda, która wymaga, żeby przestało boleć.
Teraz mniej przyjemna rzecz. Tych dwudziestu odmów nikt ci nie zadał. Sam wyznaczyłeś sobie tę liczbę. Trochę dlatego, że dawała poczucie, że coś robisz. A trochę dlatego, że każde kolejne podejście było szansą na wymazanie poprzedniego. Tak samo gra się dalej po przegranej, żeby odegrać straty. Dwudzieste rozdanie prawie nigdy nie odrabia dziewiętnastu.
Spróbuj jeszcze czegoś. Wyobraź sobie, że taki dzień opowiada ci kolega. Dwadzieścia odmów, łzy w drodze do domu, pytanie, co jest z nim nie tak. Co byś mu powiedział? Na pewno nie to, co mówisz sobie. Powiedziałbyś mu, żeby przestał się tak katować. I miałbyś rację.
Najcięższy moment jest po powrocie
Ten sam facet kończy swój wpis pytaniem:
“Miał,ma ktoś tak z was by udzielić dobrej rady?”
Zadał je anonimowym ludziom w internecie. Nie koledze, nie bratu, nikomu przy stole. Prawdopodobnie dlatego, że przy żadnym stole nie mógł go zadać. Najcięższe w tych wieczorach nie są odmowy, tylko to, że nie masz ich komu opowiedzieć. Odmowa boli godzinę. Samotność z nią boli cały czas.
Dlatego zanim cokolwiek zmienisz w samych podejściach, znajdź jedno miejsce, w którym możesz powiedzieć prawdę o takim dniu. Kolega, brat, ktokolwiek, kto nie odpowie śmiechem. Jedna szczera rozmowa robi więcej niż dziesięć poradników.
I coś jeszcze, całkiem serio. Jeśli takie wieczory się powtarzają, jeśli ściśnięte gardło nie puszcza do rana, jeśli przestały cię cieszyć także rzeczy, które zawsze cieszyły, to może już nie być kwestia podejść. Sprawdź, kiedy to przestaje być nieśmiałość, i potraktuj to poważnie. Rozmowa z kimś, kto zajmuje się tym zawodowo, nie jest kapitulacją. Ze złamaną nogą idzie się do ortopedy i nikt nie nazywa tego przegraną.
Jedna rzecz na jutro
Jutro nie podchodzisz do nikogo. To jest zadanie, nie przerwa w zadaniu. I będzie trudniejsze, niż brzmi, bo głowa powie ci, że dzień bez podejść to dzień stracony.
Zamiast tego jedna rozmowa bez celu. W sklepie, w piekarni, na klatce schodowej. Jedno zdanie o czymś prawdziwym, co jest obok: “Te z tej skrzynki są dzisiejsze?”. Ktoś odpowie, ty kiwniesz głową i tyle. Koniec zadania.
Bez oceniania, jak poszło. Bez liczenia. Bez wniosków o sobie.
Chodzi o jedno. Twoje ciało ma zapisane, że rozmowa z obcym człowiekiem to egzamin, który się oblewa. Trzeba mu pokazać, że rozmowa może być niczym. Zwykłą wymianą zdań, po której nic nie zostaje. Jeden taki dzień nie naprawia wszystkiego, ale odwraca kierunek.
Masz jedną osobę, której mógłbyś opowiedzieć o takim wieczorze tak, jak było naprawdę?
Jedna rozmowa bez celu i bez liczenia to jedna z misji z darmowej książki Pierwsze 30 dni. Trzydzieści dni, jedna rzecz dziennie, każda do zrobienia w kilka minut, przy każdej wariant B na małą miejscowość. Osiemdziesiąt stron, pobierasz bez maila i bez zakładania konta.
✨ 80 stron • 100% za darmo • Bez ukrytych haczyków
Pierwsze 30 Dni Nowego Życia
Trzydzieści codziennych misji pełnych dobrej energii. Krok po kroku odkrywasz naturalną swobodę w rozmowie z ludźmi, zdejmujesz stres i budujesz nawyk, który zostaje na zawsze.
Chcesz otrzymywać codzienne wskazówki i dawkę motywacji?
Krótka, konkretna wiadomość o poranku z zadaniem na dany dzień. Prosto, życiowo i z uśmiechem.
Zero spamu. Twoje dane są w 100% bezpieczne. Możesz wypisać się jednym kliknięciem.