Konsultowałem setki facetów, którzy z przejęciem opowiadali mi o swoich relacjach z kobietami z internetu. Znali detale z ich dzieciństwa, wiedzieli co laska jadła na śniadanie i jakiego koloru ma dziś paznokcie. Gdy pytałem ich: “Jak wam poszło na pierwszej randce?”, słyszałem: “A, wiesz, jeszcze się nie spotkaliśmy, jakoś nie było okazji”.
Litości.
Pisanie z kobietą na Messengerze czy Tinderze przez kilka tygodni bez spotkania twarzą w twarz to gwarancja wpadnięcia do szuflady z napisem “Koleżanka z penisem”. Kobiety na portalach randkowych (w przeciwieństwie do facetów) nie mają skłonności do budowania wirtualnych “związków”. Mają za to skłonność do czerpania chorobliwej atencji i walidacji od gości, którzy są w nich zapatrzeni, ale brakuje im jaj, żeby zaproponować szybkie spotkanie.
Pamiętaj: portal randkowy to tylko nośnik. Twoim celem nie jest zbudowanie relacji przez internet, bo to absolutnie niemożliwe. Twoim celem jest umówienie się na spotkanie.
Zaufanie buduje się w 15 minut fajnym, zabawnym flirtem, a nie wielodniową spowiedzią o problemach w pracy. Jeśli dziewczyna odrzuca propozycję spotkania zasłaniając się “brakiem czasu” albo tym, że “jeszcze się nie znacie”, a jednocześnie chętnie kontynuuje wirtualne pisanie całymi dniami – uciekaj. Jesteś dla niej darmowym pumperem ego. Ona ma pełno opcji na żywo, a ciebie traktuje jako koło ratunkowe w nudne wieczory.
Szereguj kobiety ostro. Lepiej mieć w telefonie kontakty do trzech lasek, z którymi umówiłeś się na szybką kawę, niż miesiącami pisać z jedną, która traktuje cię jak internetowy pamiętnik. Kobieta potrzebuje mężczyzny z krwi i kości obok siebie, żeby poczuć chemię. Prawdziwe uwodzenie zaczyna się po wyłączeniu ekranu telefonu.