Żyjemy w czasach głośnego równouprawnienia. Płeć piękna coraz częściej i odważniej pnie się na szczyty hierarchii społecznej, obsadzając stanowiska kierownicze i budując imperia biznesowe. Jednak paradoks polega na tym, że im silniejsza pozycja społeczna kobiety, tym bardziej w życiu prywatnym i w łóżku pragnie ona mężczyzny, który nad nią zdominuje.
Brak pociągu do dominujących kobiet i ciąg na dominujących facetów to wbudowany ewolucyjnie, staromodny, a jednak potężnie aktualny instynkt.
Nie znajdziesz zbyt wielu kobiet, które narzekałyby, że w sypialni zostały potraktowane przedmiotowo i twardo przez faceta z mocną energią. Przeciwnie – to właśnie to często je kręci. Chcą silnego mężczyzny (również w metaforycznym i psychicznym sensie), który jest oparciem, a przy którym mogą odrzucić ciężar bycia perfekcyjną panią manager i stać się znowu “małą, niezdarną dziewczynką”.
I właśnie w tę fantazję powinieneś celować.
Nazywa się to wejściem w rolę “opiekuna” – lub w amerykańskim kolokwializmie (absolutnie pozbawionym kazirodczych konotacji) byciem “tatusiem”. Jeśli w interakcji, zwłaszcza tekstowej, zaczniesz odnosić się do kobiety w sposób lekko władczy, opiekuńczy i zdrobniały, aktywujesz w niej uległość i podniecenie.
Używanie w odpowiednim momencie słów i zwrotów traktujących ją z przymrużeniem oka jak uroczą dziewczynkę (“Oj przyznaję się, byłam trochę niegrzeczna” - “Uważaj, jak cię spotkam to będę czekał na tego klapsa”), nie tylko posuwa konwersację na seksualne tony, ale daje kobiecie to, czego najbardziej pragnie: silną męską ramę, do której może się dopasować.
Zapomnij o politycznej poprawności, w świecie flirtu liczą się atawizmy. Bądź łagodny dla jej serca, ale twardy i stanowczy w kierowaniu waszą relacją.