Rozmawiałem kiedyś z gościem, który bronił swojego samotnego życia twierdząc z dumą: “Nie mam kobiety, bo nie spotkałem jeszcze tej właściwej, która mnie zechce takim, jakim jestem”.
Brzmi jak tekst z romantycznego filmu, prawda? Niestety, w rzeczywistości jest to zdanie oznaczające całkowitą rezygnację z jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoje życie miłosne. Faceci wierzą w „żeński imperatyw” – szukają tej jednej, wyśnionej “drugiej połówki”, która gdzieś tam na nich czeka.
Zrozum to raz na zawsze: nie istnieje coś takiego jak przeznaczona ci kobieta na całe życie.
To bajka rozsiewana przez popkulturę i… przez same kobiety, bo taka narracja jest dla nich wygodna w celu związania ze sobą partnera (gdy ty uwierzysz, że innej takiej nie znajdziesz). Romantyzowanie relacji sprawia, że mężczyźni stają się bierni. Dlaczego mieliby pracować nad własną atrakcyjnością, zmieniać garderobę, naprawiać problemy z dynamiką wewnętrzną, skoro wystarczy jedynie… “poczekać na ideał”?
To idealna wymówka przed bólem, jaki niesie ze sobą samorozwój i konieczność znoszenia odrzucenia.
Kiedy czekasz w nadziei, że jakaś dziewczyna w końcu “zaakceptuje cię takim, jakim jesteś” (czyli wymiętym t-shircie, z leniwymi nawykami i brakiem asertywności), automatycznie oddajesz władzę w relacji i skazujesz się na łaskę tych nielicznych desperatek, które zgodzą się na przeciętniaka. Zamiast czekać na łut szczęścia, powinieneś wziąć sprawy w swoje ręce, budować swoją wartość i zyskać możliwość wyboru – by to, z kim się umawiasz, było twoją świadomą decyzją, a nie koniecznością podyktowaną brakiem alternatyw.