Friendzone: Złota klatka dla wiecznie miłych gości


Kobiety kochają mieć w orbicie kogoś, kto pełni funkcję darmowego psychoterapeuty i emocjonalnego bufora. Problem w tym, że to stanowisko wiąże się z permanentną kastracją.

Zostałeś przyjacielem, bo zabrakło ci odwagi, by od razu pokazać swoje zamiary. Wybrałeś strategię trojańskiego konia: wcisnąć się przez bramę pod pretekstem przyjaźni, a w nocy zaatakować. Tyle że mury Troi to dla nich codzienność. Mają radary nastawione na facetów, którzy udają kolegów, bo nie mają jaj, żeby zainicjować fizyczny kontakt.

Zrozum: pociąg fizyczny nie rodzi się z tego, że pomalowałeś jej przedpokój albo wysłuchałeś dwugodzinnej tyrady o jej problemach z ojcem. Twoja dynamika zewnętrzna leży. Jesteś traktowany jak poduszka, nie jak kochanek.

Jak się z tego wyrwać? W większości przypadków najlepszym sposobem na wyjście z friendzone jest wyjście z jej życia. Kobieta musi odczuć stratę. Musisz przestać być dostępny na każde skinienie. Przestać być plasterkiem na jej rany. Jeśli twoja sygnalizacja wizualna sugeruje dojrzałego, męskiego faceta, niech twoje czyny nie robią z ciebie wystraszonego pieska.

Użyj subtelna dyskwalifikacja, utnij godziny darmowego wsparcia. Bądź zajęty swoim życiem. Bądź liderem. Jeśli nagle zobaczy w tobie faceta, to dlatego, że zacząłeś się cenić. A jeśli nie? To przynajmniej odzyskasz swój czas.