Siedzisz w ulubionej kawiarni. Przy stoliku obok widzisz dziewczynę, która wygląda dokładnie tak, jak wymarzona bohaterka twoich sennych fantazji z czasów liceum. Masz na sobie nową koszulę, czujesz się nieźle. Gdzieś w głowie świta ci myśl: “Podejdę do niej”. I w tym ułamku sekundy, w którym twój mózg to przetwarza, twoje tętno skacze do 140 uderzeń na minutę, dłonie zaczynają się pocić, a przed oczami staje ci przerażająca wizja: ona oblewa cię gorącą kawą, krzyczy “zboczeniec!”, a wszyscy goście w lokalu wstają i zaczynają bić brawo z twojej klęski.
Więc co robisz? Pochylasz się nad swoim chłodnym Americano i udajesz, że zafascynował cię artykuł o uprawie pelargonii w darmowej gazecie.
Dlaczego tak cholernie boimy się podejść i zagadać? Odpowiedź jest prosta i ewolucyjna. Zaledwie kilkadziesiąt tysięcy lat temu żyliśmy w małych plemionach na sawannie. Jeśli w takim plemieniu liczącym 50 osób podszedłeś do samicy, a ona cię odrzuciła na oczach innych, twój status społeczny leciał na łeb, na szyję. Zostawałeś pośmiewiskiem. A pośmiewisko plemienia rzadko kiedy dostawało przydział jedzenia. Twój mózg reaguje na odrzucenie jak na zagrożenie życia, bo dla twoich przodków “nie” od kobiety faktycznie mogło oznaczać śmierć głodową.
Ale stary, mamy XXI wiek. Jesteś w Starbucksie w centrum trzymilionowego miasta. Złap to w końcu: jeśli ona cię spławi, nie umrzesz. Ludzie dookoła nie zwrócą na to uwagi, bo są zbyt zajęci wpatrywaniem się we własne telefony i martwieniem się o własne mikre problemy.
Co by się stało, gdybyś podszedł i usłyszał: “Nie jestem zainteresowana” albo “Mam chłopaka”? Totalnie nic. Twój gadzi mózg dostałby chwilowego zwarcia, ale zaraz po tym uświadomiłbyś sobie, że żyjesz. Że odrzucenie nie boli tak, jak uderzenie obuchem w potylicę. Ono jest po prostu lekko niekomfortowe. Jak zimna woda pod prysznicem.
Faceci na forach randkowych piszą wielkie, depresyjne poematy o tym, jak to “dostali kosza” i jak to ich ego zostało zdeptane. Przestańcie traktować siebie tak śmiertelnie poważnie. To, że 25-latka pracująca w agencji reklamowej, która ma dzisiaj zespół napięcia przedmiesiączkowego i właśnie pokłóciła się z matką przez telefon, powiedziała ci “nie”, nie definiuje twojej wartości jako człowieka. To jest mem. Sytuacja komediowa. Czysta farsa. Porażka to tylko informacja zwrotna o tym, że w danym momencie, w danym układzie czasoprzestrzennym, ten klucz nie pasował do tego zamka. Otrzepujesz kolana, śmiejesz się z tego absurdu pod nosem i idziesz dalej. Dopóki nie nauczysz się śmiać z własnych potknięć, zawsze będziesz uciekał z podkulonym ogonem.
