Krzywe zęby i monotonny głos: Dlaczego twoje wymówki są żałosne


Dostaję wiadomości od chłopaków, którzy rozpisują mi swoje fizyczne i psychologiczne “wady” z precyzją chirurga. Jeden pisze, że ma krzywe dwójki i przez to boi się uśmiechać. Przez to wygląda jak naburmuszony psychopata. Drugi żali się, że ma głos 11-latka, mruczy pod nosem i mówi zdecydowanie za szybko, bo boi się, że rozmówca zaraz się nim znudzi.

Brzmi znajomo?

Twój problem nie polega na tym, że masz krzywe zęby albo dykcję radiowca na kacu. Twój problem polega na tym, że cierpisz na dramatyczny brak poczucia własnej wartości. Stawiasz każdą, absolutnie każdą kobietę wyżej od siebie na piedestale. Myślisz: “Ona jest taka niesamowita, a ja mam ten głupi uśmiech, na pewno zaraz ucieknie, więc muszę szybko wyrzucić z siebie słowa, zanim zorientuje się, że jestem nudziarzem”.

To klasyczna, zniszczona dynamika wewnętrzna. Sabotujesz sam siebie.

Wymówki fizyczne to najwygodniejsze kłamstwo, jakie możesz sobie zaserwować. Zwalnia cię z odpowiedzialności. Zamiast wziąć życie za pysk, stać się liderem własnego życia i zacząć pracować nad tym, na co masz wpływ – nad dynamiką zewnętrzną, postawą, sposobem prowadzenia rozmowy – wolisz płakać w poduszkę, że genetyka rzuciła ci słabe karty.

Donald Tusk nie umie wymawiać “r”, a przemawia do milionów. Ty nie musisz występować w telewizji. Musisz tylko przestać traktować nieznajomą kobietę w kawiarni jak boginię, która ma prawo cię oceniać.

Jeśli masz wadę wymowy – ćwicz ją mechanicznie przed lustrem. Jeśli masz słabe zęby – zbieraj na aparat, a do tego czasu naucz się uśmiechać oczami. Męskość to nie jest idealna, wyretuszowana twarz z Instagrama. Męskość to to, jak niesiesz swoje niedoskonałości. Przestań być biernym obserwatorem własnych kompleksów. Wyprostuj plecy, spójrz ludziom w oczy i zacznij mówić tak, jakby to, co masz do przekazania, było najważniejszą rzeczą na świecie. Bo dla ciebie powinno być.