Powiedziała wprost, że nie chce związku, a ty liczysz, że zmieni zdanie
Powiedziała to bez owijania.
Że nie chce być niczyja. Że nie ma teraz głowy do niczego poważnego. Że chce się po prostu bawić i żebyś wiedział, na czym stoisz.
Doceniłeś, że powiedziała wprost. Podziękowałeś nawet, że jest uczciwa.
A potem zostałeś.
I od tamtej rozmowy minęło pięć tygodni, w czasie których nie zmieniło się nic poza tym, co dzieje się w twojej głowie. Bo teraz przy każdym miłym zdaniu z jej strony masz odruch, żeby sprawdzić, czy to już. Czy zaczyna się przestawiać. Czy jednak.
Zapisujesz sobie w pamięci momenty, w których była czulsza, niż musiała.
Ktoś zapisał tę rozmowę słowo w słowo
Mam tu archiwum starego polskiego forum, ponad dziesięć tysięcy wątków. W jednym z nich facet cytuje, co usłyszał, i cytuje to dokładnie, bo widać, że mu to zostało:
“stwierdziła iż nie może znieść poczucia że mogłaby “być czyjaś” , jednoznacznie mówiąc mi że chce się bawić .“
„Jednoznacznie.“
On sam użył tego słowa. Wiedział, że nie ma tu żadnej dwuznaczności do rozszyfrowania. A i tak założył wątek, żeby zapytać ludzi, co robić.
Bo przecież zrozumiałeś. Tyle że czym innym jest usłyszeć, a czym innym naprawdę przyjąć to do wiadomości.
Dlaczego zostajesz, chociaż usłyszałeś
Nie jesteś naiwny. Po prostu kilka rzeczy ciągnie cię naraz w tę samą stronę.
Na początek: jest dobrze. Nie tak, jak byś chciał, ale i tak lepiej niż przez większość ostatnich miesięcy. Ktoś jest, coś się dzieje, wieczory nie są puste. I weź teraz z tego zrezygnuj na rzecz niczego.
Masz też historię, która wszystko ładnie uzasadnia. Ludzie czasem zmieniają zdanie. To prawda, zdarza się. Znasz kogoś, kto zna kogoś, u kogo tak było. Możesz więc myśleć o sobie jak o cierpliwym facecie, a cierpliwość to podobno zaleta. Brzmi nieźle.
I najmocniejsze: nie musisz nic robić. Zostanie nie wymaga decyzji. Odejście już tak. Więc zostajesz, bo to ustawienie domyślne. Nie było chwili, w której naprawdę to wybrałeś.
Co się dzieje przez te tygodnie
Od środka trudno zobaczyć, co się z tobą przez ten czas dzieje.
Nie jesteś w tej relacji taki, jaki byłbyś normalnie. Skoro liczysz na zmianę, nie możesz pokazać, że liczysz, bo jeszcze ją spłoszysz. Grasz więc kogoś luźnego, kogo status w sumie nie obchodzi. Pięć tygodni udawania przy osobie, na której ci zależy.
Każde ciepłe zdanie zaczynasz przeliczać. Ona mówi coś miłego, a ty już nie możesz po prostu tego przyjąć. Masz przesłankę. Kolejny dowód do kolekcji.
A czas leci w jedną stronę. Nie poznajesz nikogo innego, bo przecież coś się dzieje. I za pół roku może się dziać dokładnie to samo.
To jest ten sam mechanizm co czekanie, aż ona się z kimś rozstanie i co zostawanie przy kimś, kto kocha byłego. Wygodne miejsce, w którym ma się emocje bez ryzyka i traci się miesiące, płacąc za nie w ratach tak małych, że żadna nie boli osobno.
Uczciwa odpowiedź na pytanie, czy ludzie zmieniają zdanie
No tak, czasem.
Ale prawie nigdy dlatego, że ktoś czekał i był dostępny.
Jeśli ktoś zmienia zdanie, to zwykle dlatego, że zmieniła się jego sytuacja: skończyła się sprawa, którą miał niezamkniętą, albo minął czas, którego potrzebował. To dzieje się u niego, nie dzięki twojej obecności.
Czekanie ma natomiast jeden pewny skutek i on działa przeciwko tobie: im dłużej jesteś dostępny na jej warunkach, tym mocniej te warunki się utrwalają. Po pięciu tygodniach jesteś już kimś, kto się na to zgodził, i zmiana układu wymagałaby, żeby ona sama z siebie zaproponowała ci coś, o co nigdy nie poprosiłeś.
Jak podjąć decyzję, żeby była twoja
Możesz odejść albo zostać. Ważne, żebyś wreszcie sam o tym zdecydował, zamiast dalej dryfować.
Zadaj sobie jedno pytanie i odpowiedz na nie uczciwie:
Gdybym wiedział na pewno, że to się nigdy nie zmieni, zostałbym?
Jeśli tak, to zostań i przestań liczyć. To jest wtedy uczciwy układ i naprawdę może być w porządku, jeżeli oboje wiecie, w czym jesteście.
Jeśli nie, to zostajesz w czymś, na co się nie zgadzasz, i każdy kolejny tydzień będzie cię kosztował więcej.
Trzeciej odpowiedzi nie ma. „Zostanę i zobaczę“ oznacza, że zostajesz, tylko ubierasz to w słowa, przy których nie trzeba niczego przed sobą przyznawać.
Jedna rzecz na jutro
Jeżeli wyszło ci, że nie, powiedz jej. Raz, spokojnie, bez pretensji i bez ultimatum:
„Słuchaj, lubię cię i było mi z tobą dobrze. Ale ja szukam czegoś innego niż ty i widzę, że siedzę tu i czekam, aż zmienisz zdanie. To nie jest w porządku wobec ciebie ani wobec mnie, więc się wycofuję.“
Nie stawiasz warunku. Nie dajesz jej wyboru do podjęcia. Mówisz, co robisz.
Czasem po takiej rozmowie druga strona się przestawia. Pierwszy raz widzi, że coś jest do stracenia. Jeżeli tak się stanie, dobrze. Ale nie możesz mówić tego po to, żeby wywołać jej reakcję, bo wtedy robisz zagrywkę i ona usłyszy ją w twoim głosie.
A jeżeli się nie przestawi, dostajesz coś, czego nie miałeś przez pięć tygodni. Koniec. Rzecz zamknięta przestaje krążyć w głowie, w przeciwieństwie do rzeczy, która się ciągnie.
I zrób jeszcze jedno w tym samym tygodniu, niezależnie od wyniku: umów się z kimkolwiek na cokolwiek. Ta rozmowa zostawi dziurę w tygodniu i lepiej, żeby było w niej coś poza myśleniem.
Ile tygodni już czekasz, aż ktoś zmieni zdanie, które wypowiedział jednoznacznie?
Powiedzenie jednego uczciwego zdania zamiast czekania jest jedną z misji z darmowej książki Pierwsze 30 dni. Trzydzieści dni, jedna rzecz dziennie, każda do zrobienia w kilka minut, przy każdej wariant B na małą miejscowość. Osiemdziesiąt stron, pobierasz bez maila i bez zakładania konta.
✨ 80 stron • 100% za darmo • Bez ukrytych haczyków
Pierwsze 30 Dni Nowego Życia
Trzydzieści codziennych misji pełnych dobrej energii. Krok po kroku odkrywasz naturalną swobodę w rozmowie z ludźmi, zdejmujesz stres i budujesz nawyk, który zostaje na zawsze.
Chcesz otrzymywać codzienne wskazówki i dawkę motywacji?
Krótka, konkretna wiadomość o poranku z zadaniem na dany dzień. Prosto, życiowo i z uśmiechem.
Zero spamu. Twoje dane są w 100% bezpieczne. Możesz wypisać się jednym kliknięciem.