Faza atrakcyjności, w której jesteś czarującym, zabawnym i lekko nieosiągalnym draniem, jest absolutnie kluczowa, by zwrócić na siebie uwagę. Nikt nie chce spędzać wieczoru z nudziarzem, który od wejścia recytuje swoje CV. Jednak wielu facetów po tym, jak nauczą się skutecznie przyciągać uwagę kobiet żartami i flirtem, wpada w pułapkę. Stają się karykaturą – wesołym klaunem, który nie potrafi wcisnąć pauzy.
Dziewczyna patrzy na takiego gościa i zaczyna myśleć: „Ok, jest zabawny, pośmialiśmy się. Ale kim on tak naprawdę jest? Czym się zajmuje w życiu, gdy nie udaje wariata w klubie? Czy on cokolwiek traktuje poważnie?”
Brak przejścia do poważniejszego, emocjonalnego tonu sprawia, że kobieta nie czuje komfortu. A bez komfortu nie pójdzie z tobą do łóżka, bo nie będzie czuła z tobą realnej, międzyludzkiej więzi.
Na pomoc przychodzi Urealnianie (ang. Grounding). Urealnianie to technika, w której nagle obniżasz ton głosu, zdejmujesz maskę wyluzowanego imprezowicza i dajesz jej wejść na kilka minut do twojego prawdziwego, prywatnego świata. Opowiadasz historię, która ma związek z tym, kim dzisiaj jesteś.
Może to być krótka anegdota o tym, jak jako dzieciak złamałeś nogę na rowerze i to nauczyło cię ostrożności w biznesie. Może to być wspomnienie o bliskiej ci osobie z rodziny, z którą łączyły cię szczególne relacje. Rzecz polega na tym, by opowieść pokazywała twoją słabość, autentyczność i emocje.
Kiedy w ułamku sekundy z bycia królem parkietu stajesz się człowiekiem, który potrafi szczerze i nostalgicznie opowiedzieć o swoich marzeniach z dzieciństwa, w jej głowie zachodzi potężna zmiana. Przestajesz być „kolejnym wesołym typem z baru”, a stajesz się „fascynującym mężczyzną z głębią”. Ona czuje, że jako pierwsza przedarła się przez twoją skorupę. Od tej chwili zyskuje poczucie potężnej więzi. Gdy już to zbudujesz, możesz znów wrócić do żartów, ale ta głębsza nić pozostanie między wami do samego finału.