Syndrom Ratownika to specyficzna, najbardziej niszcząca odmiana “Miłego Faceta” (Nice Guy). Mężczyzna wierzy, że jeśli uchroni “Biedną Ofiarę” przed złym smokiem (często patologicznym ex, nałogami, długami czy toksycznym środowiskiem), ona w zamian ofiaruje mu swoje serce, ciało i dozgonną lojalność.
To absolutny mit, przez który dziesiątki dobrych chłopaków z naszego forum zrujnowało sobie życie, psychikę i portfele.
Dlaczego to nie działa?
- Jesteś tylko stacją przeładunkową: Kobieta tkwiąca w głęboko patologicznych układach z “bad boyami” jest uzależniona od gigantycznych, negatywnych huśtawek emocjonalnych. Dramat jest dla niej tlenem. Kiedy wchodzisz ty, jako stabilny, ułożony Ratownik, oferujesz jej “nudny”, zdrowy spokój. Jej mózg wytrzyma to przez miesiąc, po czym z powodu braku patologicznej dopaminy zacznie tęsknić za oprawcą. Wraca do niego, a ty zostajesz sam z poczuciem wykorzystania.
- Budowanie relacji na litości: Pociąg seksualny nie rodzi się z litości ani z wdzięczności. Jeśli podstawą waszej znajomości jest to, że ona jest w rozsypce, a ty jesteś plastrem medycznym, wasza relacja opiera się na dynamice “terapeuta - pacjent”. Kobiety ostatecznie uciekają od facetów, przy których przeżywały swoje najgorsze dołki, bo ci faceci podświadomie przypominają im o tamtym bólu.
- Czerwona Flaga wielkości spadochronu: Kobiety wybierają swoich partnerów. Jeśli ona z własnej woli tkwiła 5 lat z facetem, który ją zdradzał, bił lub oszukiwał, to znaczy, że jej własny system doboru naturalnego jest zepsuty. Ma destrukcyjny charakter lub syndrom ofiary. Nie jesteś psychoterapeutą, nie masz kwalifikacji, by to naprawić.
Facet szanujący swój czas i godność nie wchodzi w relacje z kobietami “w rozsypce”, które trzeba sklejać z kawałków. Szuka partnerki, która ma uporządkowane życie. Nie bądź darmowym ośrodkiem rehabilitacyjnym.