ok. 5 min czytania

Doszedłeś do tego, że nienawidzisz kobiet i sam to widzisz

Trzecia w tym miesiącu.

Rozmowa szła normalnie, nawet dobrze. Wczoraj odpisywała po kilka razy dziennie, dziś rano przeczytała i cisza. Znasz już ten przebieg, bo widziałeś go za dużo razy, żeby się łudzić.

Odkładasz telefon i wtedy przychodzi to zdanie. “Wszystkie takie są.”

Kiedyś byś się z nim pokłócił. Powiedziałbyś sobie, że przesadzasz, że to jedna dziewczyna, że różnie bywa. Dziś kiwasz głową. Zdanie zostaje na dłużej, rozsiada się i samo dorzuca dowody z poprzednich miesięcy.

I gdzieś z tyłu głowy czujesz, że coś się przestawiło. Że to już nie jest złość na jedną sytuację. Że robi się z tego pogląd na pół świata.

Ktoś był w tym miejscu przed tobą

Mam tu archiwum starego polskiego forum, ponad dziesięć tysięcy wątków. Jeden facet opisał ten moment wprost:

“Widzę tylko złe strony kobiet jako te, które chcą wykorzystać, są wredne i wykorzystują fakt, że to my za nimi chodzimy. Że to my musimy być idealni a one nic nie muszą robić. Przez to czuje lekką nienawiść do kobiet ale wiem, że to jest złe podejście i tym nic nie zdziałam.”

Przeczytaj ostatni kawałek jeszcze raz. “Wiem, że to jest złe podejście i tym nic nie zdziałam.”

On to widzi. W tym samym zdaniu, w którym przyznaje się do nienawiści, dopisuje, że ona niczego nie załatwia. Jakaś część jego jeszcze się broni. U ciebie chyba też, bo skoro czytasz taki tekst zamiast forum, które by ci przyklasnęło, coś w tobie szuka wyjścia. Nie kolejnej porcji paliwa.

Skąd się to bierze

Nienawiść do połowy ludzkości rzadko zaczyna się od przemyśleń. Najpierw jest ból, który nie ma gdzie ujść.

Każda odmowa boli osobno. Każde zniknięcie w pół rozmowy, każde “jesteś super, ale”. Pojedynczy ból jest do przejścia. Tylko że u ciebie tych pojedynczych uzbierało się dużo, a obok nie było nikogo, komu dałoby się to opowiedzieć. Ból bez ujścia nie znika. Leży i czeka na wyjaśnienie.

A mózg nie znosi bólu bez wyjaśnienia, więc buduje teorię. “Wszystkie takie są” ma jedną wielką zaletę: przenosi ciężar. Zamiast “znowu mi nie wyszło” pojawia się “gra jest ustawiona”. I przez chwilę lżej. Naprawdę. Dlatego potem tak trudno tę teorię oddać.

Jest jeszcze jeden haczyk. Ta teoria udaje wiedzę. Masz poczucie, że w końcu przejrzałeś na oczy, że widzisz coś, czego naiwni nie widzą. Tyle że to nie jest wiedza o kobietach. To jest wiedza o twoim bólu, przebrana za socjologię. Poznasz to po jednym: nie da się jej niczym podważyć. Jak kobieta odmawia, to dowód. Jak jest miła, to na pewno czegoś chce. Teoria, której nie da się podważyć, nie opisuje świata. Opisuje ranę.

Zobacz jeszcze jedno zdanie z cytatu: “to my musimy być idealni a one nic nie muszą robić”. On widzi swój koszt, bo płaci go od środka. Strach przed podejściem, układanie każdej wiadomości, czekanie. Jej kosztów nie widzi wcale, bo patrzy z zewnątrz, a z zewnątrz nikt nie wygląda, jakby się bał. Porównuje swoje wnętrze z cudzą fasadą i wychodzi mu, że stara się tylko on.

Dokąd to prowadzi

W dwie strony. Obie w dół.

Pierwsza: teoria zwalnia cię z próbowania. Skoro wynik jest z góry ustawiony, to po co podchodzić, po co pisać, po co w ogóle wychodzić z domu. Nienawiść jest w tym sensie wygodna. Chroni cię przed kolejnym bólem, bo odcina od sytuacji, w których mógłbyś go poczuć. Tyle że odcina cię też od wszystkiego pozostałego. Płacisz samotnością za to, żeby nie płacić odmowami.

Druga: to widać. Żal do kobiet słychać w pierwszych zdaniach rozmowy, w drobnych uszczypliwościach, w tonie. Kobieta, która to wyczuje, odsuwa się i ma do tego prawo. A ty dostajesz kolejny dowód do teczki. Koło się domyka i od tego momentu kręci się samo: teoria produkuje odmowy, odmowy karmią teorię.

Jest jeszcze cena, o której mało się mówi: czas. W tym kole można przesiedzieć dwa lata, pięć, dziesięć. Złość wygląda jak działanie, bo w głowie ciągle coś się dzieje, układasz argumenty, wracasz do starych rozmów, wkurzasz się od nowa. A stoisz w miejscu i nazywasz to trzeźwym patrzeniem na świat.

Są miejsca w internecie, gdzie takie koło kręci się zbiorowo. Wchodzisz tam ze złością na jedną sytuację, wychodzisz z gotową teorią o wszystkich. Facet z cytatu pisał na takim forum i widać, że mu nie pomagało. Dostawał tam kolejne systemy do interpretowania kobiet zamiast jednej uczciwej rozmowy o tym, co go boli.

Złość jest prawdziwa, adres jest zły

Nikt ci nie każe udawać, że złości nie ma. Ona jest uczciwa. Lata samotności, próby, z których nic nie wyszło, wieczory bez nikogo. Z czegoś takiego nie wychodzi się z uśmiechem i nie musisz go grać.

Ale ta złość ma zły adres. Nie było żadnej narady, na której kobiety ustaliły, że ciebie się pomija. Były pojedyncze osoby, które nie chciały, każda z własnych powodów, najczęściej niezwiązanych z tobą. Odmowa boli tak samo niezależnie od powodu. Tylko że z garści osobnych odmów nie da się uczciwie zbudować wyroku na połowę ludzkości.

Twoja złość jest tak naprawdę na sytuację, w której utknąłeś: samotność, brak bliskości, brak ludzi do rozmowy. Z tym da się coś robić, powoli, krok po kroku. Ze “wszystkimi kobietami” nie zrobisz nic. Facet z cytatu napisał to sam: “tym nic nie zdziałam”.

Jedna rzecz na jutro

Następnym razem, kiedy usłyszysz w głowie “wszystkie takie są”, wyciągnij telefon i zapisz w notatkach jedno zdanie o faktach. Co się stało, jedna osoba, jedno zdarzenie. “Dziewczyna z aplikacji przestała odpisywać po trzech dniach.”

Bez słowa “one”. Bez “zawsze”, bez “każda”, bez “znowu”. Samo zdarzenie, opisane tak, jak opisałby je ktoś obcy, kto nie zna twojej teorii.

Zajmuje to minutę. A po dwóch tygodniach masz w notatkach listę i na tej liście nie ma żadnego systemu. Jest kilka niepodobnych do siebie sytuacji z kilkoma różnymi osobami. Teoria wygląda groźnie w głowie. Na piśmie robi się z niej to, czym jest naprawdę: garść osobnych zawodów, z których każdy bolał osobno i każdy zasługuje na coś lepszego niż wyrok na pół świata.

Ile konkretnych zdarzeń z ostatniego pół roku naprawdę stoi za twoim “wszystkie takie są”, tak policzalnie, na palcach jednej ręki?

Zapisywanie faktów zamiast teorii to jedna z misji z darmowej książki Pierwsze 30 dni. Trzydzieści misji, jedna dziennie, każda do zrobienia w kilka minut, przy każdej wariant B na małą miejscowość. Osiemdziesiąt stron, pobierasz bez maila i bez zakładania konta.

✨ 80 stron • 100% za darmo • Bez ukrytych haczyków

Pierwsze 30 Dni Nowego Życia

Trzydzieści codziennych misji pełnych dobrej energii. Krok po kroku odkrywasz naturalną swobodę w rozmowie z ludźmi, zdejmujesz stres i budujesz nawyk, który zostaje na zawsze.

Chcesz otrzymywać codzienne wskazówki i dawkę motywacji?

Krótka, konkretna wiadomość o poranku z zadaniem na dany dzień. Prosto, życiowo i z uśmiechem.

Zero spamu. Twoje dane są w 100% bezpieczne. Możesz wypisać się jednym kliknięciem.