ok. 5 min czytania

Małe miasto i uczelnia bez kobiet, ten problem jest realny

Piątek, dwudziesta pierwsza. Skończyłeś wszystko, co miałeś zrobić, i siedzisz z telefonem.

Za oknem twoja miejscowość robi to, co zawsze: nic. Jeden sklep otwarty do dwudziestej drugiej, rynek, przystanek. Twarze znane z widzenia od podstawówki, tylko coraz mniej ich, bo połowa wyjechała.

Na roku masz czterdziestu paru facetów i trzy dziewczyny. W pracy podobnie. Nie ma dokąd wyjść, a nawet jakby było, sam nie pójdziesz.

Więc otwierasz telefon. Przeglądasz profile. Piszesz do dziewczyny z drugiego końca województwa, bo tam przynajmniej ktoś jest.

I gdzieś z tyłu głowy słyszysz ten głos z internetu: prawdziwe życie jest na zewnątrz, weź się w garść. Tylko że ten głos nie mieszka tam, gdzie ty.

Ktoś się z tego tłumaczył lata temu

Mam tu archiwum starego polskiego forum, ponad dziesięć tysięcy wątków. W jednym z nich facet opisuje dokładnie twoją mapę:

“Pewnie wielu z Was powie, że lepiej w realu - fakt racja, ale nie dość, że jestem nieco nieśmiały to jeszcze dużo pracuje, uczę się w uczelni gdzie jest deficyt na dziewczyny i nie ma żadnych uczelni bardziej kobiecych, do tego mieszkam obecnie w małym zadupiu.”

Zatrzymaj się na pierwszych słowach. “Pewnie wielu z Was powie, że lepiej w realu.” On się tłumaczy, zanim ktokolwiek zdążył cokolwiek odpisać. Zna odpowiedź z góry, bo słyszał ją sto razy. Wychodź z domu. Okazje są wszędzie. Chcieć to móc.

Powiem to od razu: jego lista jest prawdziwa. Praca, kierunek prawie bez kobiet, mała miejscowość. To jest opis terenu, zwyczajnie. Jeśli u ciebie wygląda to podobnie, masz obiektywnie trudniej niż facet z Krakowa. I żadna motywacyjna gadka tego nie zmieni.

Policzmy to uczciwie

Student w dużym mieście dostaje okazje za darmo. Mija dziennie setki osób w swoim wieku: na uczelni, w tramwaju, w kolejce po kawę, na schodach biblioteki. Nie musi niczego organizować. Wystarczy, że żyje, a sytuacje same go zahaczają.

Ty, żeby minąć jedną nową osobę w swoim wieku, musisz mieć szczęście albo plan. Różnica jest ogromna i tłumaczy więcej niż sama nieśmiałość. Bo nawet gdybyś jutro zagadywał zupełnie bez lęku, no to co z tego, skoro w całym tygodniu trafia się mało momentów, w których w ogóle byłoby do kogo.

Nie chodzi o usprawiedliwienie i zamknięcie tematu. Chodzi o uczciwą diagnozę, bo bez niej będziesz kręcił się w kółko. Jak ktoś ci wmawia, że cały problem siedzi w twojej głowie, choć spora jego część leży na mapie, będziesz naprawiał głowę i dziwił się, że mapa stoi w miejscu.

Głowa zresztą też swoje robi, on sam pisze “jestem nieco nieśmiały”. Ale kolejność ma znaczenie. Teren jest trudny naprawdę, a nieśmiałość na trudnym terenie rośnie, bo brak okazji to też brak treningu.

Internet obiecuje, że rozwiąże mapę

Autor wątku zrobił to, co w jego sytuacji robi dziś prawie każdy:

“FB potraktowałem jako dużą bazę dziewczyn gdzie można szybko i przyjemnie poselekcjonować i od razu wybrać.”

Brzmi logicznie. Skoro wokół nie ma ludzi, wezmę ich z internetu. Tam są wszyscy. No, przynajmniej tak to wygląda.

Posłuchaj tych słów. Baza. Poselekcjonować. Wybrać. Jakby chodziło o towar z hurtowni. Nie dlatego, że on był złym człowiekiem, po prostu internet łatwo ustawia człowiekowi takie myślenie: widzisz profile, przeglądasz je, wybierasz, a prawdziwe osoby gdzieś po drodze znikają. I zwykle kończy się tak, że piszecie tygodniami i nic z tego nie wynika.

Realny kłopot z internetem w twojej sytuacji leży gdzie indziej. W sieci da się kogoś poznać, jasne. Tyle że sieć zjada wieczory, a właśnie z tych wieczorów mógłbyś zbudować cokolwiek na miejscu. Siedzisz w telefonie, bo nie ma okazji. Potem okazji nadal nie ma, bo siedzisz w telefonie. I tak miesiąc za miesiącem, nawet nie zauważasz, kiedy ta pętla robi się ciaśniejsza.

Internet może być dodatkiem do życia na małej mapie. Nie może być zamiennikiem, bo wtedy mapa kurczy się do ekranu.

Jak się gra na małej mapie

Małe miasto ma jedną przewagę, o której mało kto mówi: powtarzalność. W dużym mieście mijasz codziennie setki obcych i wielu z nich już nigdy nie zobaczysz. U ciebie twarze wracają. Na siłowni, w bibliotece, na orliku, w tej jednej sensownej kawiarni. Znajomość rzadko rodzi się z jednego błysku, częściej z widywania. Widzieliście się pięć razy, kiwacie sobie głowami, za szóstym jakieś zdanie pada samo, bo już nie jesteście całkiem obcy. I wiesz co, na małej mapie to potrafi działać naprawdę dobrze.

Jest jeszcze promień. Twoja mapa nie kończy się przecież na granicy miejscowości. Czterdzieści minut busem dalej leży większe miasto, a w nim wszystko, czego u ciebie brakuje. Facet, który tam mieszka, jest tam codziennie, ty możesz być raz w tygodniu. Spoko, raz wystarczy, jeśli zrobisz z tego stały punkt: ta sama sekcja, kurs albo grupa, co tydzień. Z czasem przestaje to być wycieczka od święta, robi się zwykłym kawałkiem tygodnia. A w mieście, gdzie nikt cię nie zna, głowa pracuje inaczej, lżej.

Na małej mapie ludzie znają ludzi. Rzadko poznajesz kogoś na ulicy, częściej przez kogoś. Każdy człowiek, z którym naprawdę trzymasz, zna kolejnych ludzi, a oni znają swoich. To działa wolno, czasem miesiącami, i w ogóle nie przypomina wielkiej akcji. Po prostu któregoś dnia siadasz przy stole z osobami, których wcześniej nie znałeś.

Jedna rzecz na jutro

Weź kartkę i otwórz mapę w telefonie. Wypisz każde miejsce w promieniu czterdziestu minut, gdzie ludzie w twoim wieku bywają regularnie: siłownia, basen, sekcja czegokolwiek, kurs tańca, wolontariat, orlik, chór, koło, cokolwiek istnieje naprawdę. Nie oceniaj, czy będą tam dziewczyny. Na razie liczy się jedno: czy są tam ludzie.

Zajmie ci to dziesięć minut. Potem przy jednym miejscu postaw krzyżyk, przy tym, do którego najłatwiej dojechać. Sprawdź, kiedy jest najbliższy termin, i dopisz godzinę na tej samej kartce.

To wszystko. Jutro nigdzie nie idziesz. Masz wiedzieć, gdzie i kiedy da się pójść, bez napinania się, że od razu trzeba tam wejść i z kimś rozmawiać. Kartka zmienia więcej, niż chyba teraz czujesz, bo zdanie “nie ma okazji” przestaje wisieć w powietrzu. Dostajesz konkretne miejsca i godziny.

Ile miejsc z ludźmi jest naprawdę w twoim zasięgu, a w ilu z nich byłeś w tym roku?

Lista miejsc w promieniu czterdziestu minut to jedna z misji z darmowej książki Pierwsze 30 dni. Trzydzieści dni, jedna rzecz dziennie, każda do zrobienia w kilka minut, przy każdej wariant B na małą miejscowość, pisany dokładnie pod taką mapę jak twoja. Osiemdziesiąt stron, pobierasz bez maila i bez zakładania konta.

✨ 80 stron • 100% za darmo • Bez ukrytych haczyków

Pierwsze 30 Dni Nowego Życia

Trzydzieści codziennych misji pełnych dobrej energii. Krok po kroku odkrywasz naturalną swobodę w rozmowie z ludźmi, zdejmujesz stres i budujesz nawyk, który zostaje na zawsze.

Chcesz otrzymywać codzienne wskazówki i dawkę motywacji?

Krótka, konkretna wiadomość o poranku z zadaniem na dany dzień. Prosto, życiowo i z uśmiechem.

Zero spamu. Twoje dane są w 100% bezpieczne. Możesz wypisać się jednym kliknięciem.