ok. 5 min czytania

Nie boisz się jej, boisz się tego, co powiedzą ludzie

Sobota, kwadrans przed północą, ten sam klub co zawsze. W twoim mieście jest jeden sensowny, więc wybór był prosty.

Widzisz ją przy barze. Stoi z koleżanką, coś opowiada, śmieje się z własnej puenty.

I zanim w ogóle pomyślisz, co mógłbyś powiedzieć, robisz coś innego. Skanujesz salę.

Przy wejściu dwóch chłopaków z twojej dawnej klasy. Kawałek dalej kumpel z pracy ze swoją dziewczyną. Barman, który kojarzy cię z widzenia. Gdzieś przy stolikach koleżanka twojej siostry.

I już wiesz, że jak podejdziesz, zwykła rozmowa dwóch osób zamieni się w występ. Z widownią, która cię zna i w poniedziałek będzie miała temat.

Więc nie podchodzisz. Nie przez nią. Przez nich.

Do domu wracasz przed pierwszą. Po drodze układasz sobie, że w sumie nie było warunków. Głośno, tłok, ona z koleżanką. Warunki będą kiedyś. Tylko że w twoim mieście warunki zawsze wyglądają tak samo: wszędzie ktoś, kto cię zna.

Ktoś miał ten sam problem z drugiej strony

Mam tu archiwum starego polskiego forum, ponad dziesięć tysięcy wątków. Jest w nim facet z podobnego miasta, który chodził do jednego klubu, tak jak ty. Tylko jego wersja tego problemu wygląda na odwróconą:

“Mieszkam w średniej wielkości mieście (60tys mieszkańców) Bawię się zwykle w tym samym klubie (uważany za najlepszy w mieście). wiem, że mam opinie podrywacza. Ludzie o mnie mówią to “ten co przeleciał wszystkie laski z … (nazwa klubu)”. Oczywiście to bzdura . Opinia ta przeszkadza mi w poznawaniu nowych dziewczyn ponieważ już na starcie mają o mnie wyrobione zdanie. Czasem zdarza się, że gdy podchodzę do kilku tańczących dziewczyn słyszę tekst typu: “nie tańcz z nami” Teraz chcę poznać jakąś dziewczynę do LTR. Jak waszym zdaniem zmienić opinie o sobie lub tez wykorzystać ta która mam?“

Na papierze ten facet ma wszystko, czego tobie brakuje. Podchodzi, tańczy, ludzie o nim mówią. I co pisze? Że opinia mu przeszkadza. Że chciałby poznać kogoś na poważnie, a łatka pracuje przeciwko niemu.

Jedno zdanie zostaje w głowie: “już na starcie mają o mnie wyrobione zdanie”. Dziewczyny nie są tu największym problemem. Jest nim opowieść o nim, która wchodzi do klubu pięć minut przed nim.

U ciebie wisi inny plakat. Jego etykieta brzmi podrywacz. Twoja może brzmieć ten cichy, ten co zawsze sam albo ten, co nigdy z nikim nie był. Inne słowa, ten sam mechanizm. Sam strach przed zagadaniem to osobny temat i osobna robota. Tutaj boisz się, że rozmowa będzie miała recenzje.

Jest w tym cytacie jeszcze jedna rzecz. Jemu naprawdę powiedziano kiedyś nie tańcz z nami. Jego widownia istnieje, ma głos i używa go. I co robi? Dalej chodzi do tego klubu i dalej pyta, jak poznać dziewczynę. Twoja widownia przez większość wieczorów nie mówi nic, a zatrzymuje cię skuteczniej niż jego ta prawdziwa.

Widownia istnieje głównie w twojej głowie

W małym mieście ludzie faktycznie się znają i gadają. To nie jest wymysł. Ale sprawdź proporcje.

Ty pamiętasz każde swoje potknięcie z ostatnich pięciu lat. Godzinę, miejsce, kto stał obok. A teraz przypomnij sobie cudze. Kto w twoim mieście zagadał do dziewczyny trzy lata temu i dostał kosza? Kto powiedział coś głupiego na osiemnastce w 2019?

Nie wiesz. Nikt nie wie. Te rzeczy nie są nigdzie zapisane, bo nikt ich nie notuje poza samym zainteresowanym. Każdy człowiek na tamtej sali prowadzi szczegółowe archiwum wyłącznie własnych wpadek. Na twoje nie ma etatu.

Zrób zresztą szybki przegląd. Przypomnij sobie, o czym gadaliście ostatnio ze znajomymi. O pracy, o meczu, o tym, że ktoś kupił samochód. Ile minut poświęciliście komuś, kto do kogoś podszedł w klubie i dostał kosza? No właśnie. Ludzie mają swoje życie i ono ich zajmuje bardziej niż twoje.

Rozmowa, którą podsłucha kumpel z pracy, zajmie w jego głowie może pół wieczoru. W twojej ma zarezerwowane pół roku z wyprzedzeniem.

Bo zanim ktokolwiek cokolwiek powie, ty już odbyłeś jego komentarz za niego. Piszesz w głowie recenzje, których nikt nie wystawił, i czytasz je przed występem, który się jeszcze nie odbył.

Etykieta żyje z tego, że jej nie sprawdzasz

Teraz mniej wygodna część.

Opinia, której się boisz, jest też wygodna. Daje ci gotowy powód, żeby nie podchodzić. To nie ja się boję, to miasto jest takie. Wszyscy się znają, wszyscy gadają, w takich warunkach się nie da. Brzmi jak diagnoza, a działa jak zwolnienie z ćwiczeń.

Ta opinia pracuje nawet wtedy, kiedy nikt jej nie wypowiada. Nie musi paść ani jedno słowo. Wystarczy, że wiesz, co ludzie mogliby powiedzieć, i już zachowujesz się tak, jakby właśnie to powiedzieli. Etykieta nie potrzebuje ust. Wystarczy jej twoja wiara, że gdzieś tam wisi.

Jest na to prosty test. Pojedź tam, gdzie nikt cię nie zna, i zobacz, co się dzieje z twoją swobodą. Jeżeli w obcym mieście mówisz do ludzi normalnie, to problemem nie jesteś ty. Problemem jest widownia, którą sobie dopisujesz do każdej sceny w swoim.

A facet z forum pyta, jak zmienić opinię o sobie. Odpowiedź jest nudna i dlatego nikt jej nie lubi. Opinii nie zmienia się ogłoszeniem. Zmienia się zachowanie, a opinia dojeżdża z opóźnieniem, jak grzmot po błyskawicy. Ludzie mówią o tobie to, co widzieli ostatnich dziesięć razy. Pokaż im coś innego dziesięć razy, a zaczną mówić co innego.

Co powiedzą w poniedziałek, jest poza tobą. Za to masz wpływ na to, co zobaczą w sobotę. Tyle. To jest cała twoja działka i ona spokojnie wystarczy.

Jedna rzecz na jutro

Weź kartkę i długopis.

U góry napisz zdanie, którego się boisz. To konkretne, które ludzie mieliby powiedzieć, jak podejdziesz i nie wyjdzie. Słowo w słowo, tak jak brzmi w twojej głowie.

Pod spodem wypisz osoby, które by je naprawdę wypowiedziały. Nie wszyscy. Nie ludzie. Imiona i nazwiska.

Przy każdym imieniu odpowiedz na jedno pytanie: kiedy ostatnio ta osoba powiedziała przy tobie cokolwiek o kimś, kto do kogoś zagadał i mu nie wyszło?

U większości facetów lista kończy się na dwóch imionach, a odpowiedź przy obu brzmi nigdy. Widownia, przed którą grasz, ma mniej krzeseł, niż myślisz. Czasem nie ma żadnego.

Ile razy w tym roku nie podszedłeś nie przez nią, tylko przez to, kto stał obok?

Wypisanie swojej widowni z imienia i nazwiska to jedna z misji z darmowej książki Pierwsze 30 dni. Trzydzieści dni, jedna rzecz dziennie, każda do zrobienia w kilka minut, przy każdej wariant B na małą miejscowość. Osiemdziesiąt stron, pobierasz bez maila i bez zakładania konta.

✨ 80 stron • 100% za darmo • Bez ukrytych haczyków

Pierwsze 30 Dni Nowego Życia

Trzydzieści codziennych misji pełnych dobrej energii. Krok po kroku odkrywasz naturalną swobodę w rozmowie z ludźmi, zdejmujesz stres i budujesz nawyk, który zostaje na zawsze.

Chcesz otrzymywać codzienne wskazówki i dawkę motywacji?

Krótka, konkretna wiadomość o poranku z zadaniem na dany dzień. Prosto, życiowo i z uśmiechem.

Zero spamu. Twoje dane są w 100% bezpieczne. Możesz wypisać się jednym kliknięciem.