ok. 5 min czytania

Nie zapraszasz jej, bo nie wiesz dokąd i kto płaci

Środa, 21:40. Piszecie ze sobą od dwóch tygodni.

Rozmowa jest dobra. Odpisuje długo, dopytuje, odsyła ci rzeczy, które jej się skojarzyły z tobą. Wczoraj zeszło wam do pierwszej w nocy.

Trzy razy w tym tygodniu miałeś już w palcach zdanie: to może się spotkamy. I trzy razy je skasowałeś.

Bo dokąd. Kawiarnia brzmi poważnie, jakbyś zapraszał na rozmowę o pracę. Kino odpada, bo nie pogadacie. Spacer głupio, bo co, jak zacznie padać.

A pod spodem drugie pytanie, jeszcze gorsze. Kto zapłaci. Jak zapłacisz za nią, może wyjść niezręcznie. Jak nie zapłacisz, może wyjść gorzej.

Więc kasujesz zdanie, piszesz haha no właśnie, i rozmowa jedzie dalej. Donikąd.

I czujesz, jak to stygnie. To chyba jest najgorsze. Rozmowa, która nigdzie nie idzie, nie stoi w miejscu. Ona powoli traci temperaturę. I ty to wiesz.

Ktoś zadał to pytanie wprost

Mam tu archiwum starego polskiego forum, ponad dziesięć tysięcy wątków. Ktoś opisał tam ten dylemat słowo w słowo, do spółki z teorią, która mu go zafundowała:

“Zastanawia mnie jako początkującego któremu już udało się częściowo pokonac excuzy związane z otwarciem gdzie potem zaprosić HB. Myślę że najlepszym miejscem na to jest kawiarnia ale jest taka sprawa że jeśli ja zapraszam to ja powinienem płacić za siebie i za dziewczyne a jako PUA nie powinno się przecież za laske płacić więc jak to rozwiązać?”

Zobacz, co tu się właściwie dzieje. Facet ma normalny ludzki odruch: zaprosić dziewczynę na kawę i za tę kawę zapłacić. Sam do tego doszedł, nawet wybrał miejsce. I ma wgraną doktrynę z poradników podrywu, że za dziewczynę płacić nie wolno, bo to podobno obniża twoją pozycję. Odruch mówi jedno, doktryna drugie.

I zamiast wysłać zaproszenie, pisze na forum: więc jak to rozwiązać?

Dwa proste pytania, gdzie i kto płaci, urosły do problemu, który trzeba konsultować z internetem. A zaproszenie czeka. Może do dziś.

Zwróć jeszcze uwagę na słowo początkujący. On traktuje zaproszenie na kawę jak egzamin z przedmiotu, do którego są podręczniki, poziomy i błędy formalne. Żaden egzamin. Zwykła kawa. Nikt poza nim nie ocenia wykonania.

Drobiazg nie jest drobiazgiem, jest bramką

Zauważ, że twoja głowa nie zatrzymała cię na czymś dużym. Nie na braku tematów, bo rozmowa idzie od dwóch tygodni. Zatrzymała cię na logistyce.

To nie przypadek. Dopóki jakiś szczegół jest nierozstrzygnięty, zaproszenie wisi w powietrzu, a ty masz porządny, rozsądnie brzmiący powód, żeby go nie wysyłać. Przecież nie chodzi o strach. Chodzi o to, że jeszcze nie wybrałeś miejsca.

To ta sama konstrukcja co zrobię formę i wtedy zagadam. Warunek wstępny, który zawsze da się odnowić. Rozstrzygniesz, dokąd, pojawi się pytanie o której. Rozstrzygniesz o której, pojawi się co, jak będzie padać. Te pytania nie istnieją po to, żeby dostać odpowiedź. Istnieją po to, żeby odraczać moment, w którym można usłyszeć nie.

Sprawdź to na sobie. Gdyby kumpel napisał ci, że nie zaprasza dziewczyny, bo nie wie, czy kawiarnia, czy lody, co byś mu odpisał? Że to bez znaczenia, niech pyta. U innych widzisz to w trzy sekundy. U siebie nazywasz to rozwagą.

Z zewnątrz widać to od razu. Od środka wygląda jak sumienność.

Miejsce ma tylko nie przeszkadzać

Miejsca raczej nie zapamięta. Zapamięta, czy rozmowa była dobra i czy było jej z tobą swobodnie. Miejsce ma jedno zadanie: nie przeszkadzać.

Kawa jest dobra nie dlatego, że tak wypada, tylko dlatego, że jest krótka, tania i odwołalna. Pół godziny, jak nie zaskoczy. Dwie i pół, jak zaskoczy. Żadnych biletów, żadnych rezerwacji, żadnego scenariusza na cały wieczór, którego trzeba się kurczowo trzymać.

A wariant na małą miejscowość, w której kawiarni nie ma: spacer z lodami albo kawa z okienka i ławka. Serio. Nie potrzebujesz lokalu. Potrzebujesz pół godziny, w którym da się rozmawiać i słyszeć.

Reszty nie musisz projektować z wyprzedzeniem. Nie musisz planować trasy, tematów ani przebiegu, rozkładanie randki na klatki to osobny sposób na odebranie sobie całej przyjemności. Wystarczy miejsce, godzina i ty.

Kto płaci, czyli dwa zdania zamiast doktryny

Zaprosiłeś, więc sięgasz po rachunek. Jak ona chce dołożyć się za siebie, mówisz jasne i nie robisz z tego sceny.

I tyle. Serio. Mówimy o dwóch kawach, nie o kredycie. Żadna z opcji niczego o tobie nie przesądza i żadna nie jest testem, który można oblać.

Ona najprawdopodobniej w ogóle nie prowadzi tej księgowości. Dla większości ludzi rachunek za dwie kawy to rachunek za dwie kawy. Cała ta analiza, kto ile i co to o kim mówi, odbywa się w jednej głowie: twojej. Po jej stronie stolika jest po prostu środa i kawa.

Doktryna, która z płacenia za kawę robi wielką deklarację, pochodzi z poradników traktujących każde spotkanie jak rozgrywkę o pozycję. W tej rozgrywce każdy gest coś sygnalizuje, każdy złoty to punkt, a przy stoliku siedzi przeciwnik. Tylko że ona nie przyszła grać. Przyszła na kawę, z człowiekiem, który wydawał się normalny.

I tu jest ta mniej wygodna część. Szukasz zasady, bo zasada zdejmuje z ciebie decyzję. Jak istnieje reguła i coś pójdzie nie tak, to zawiodła reguła, nie ty. Tylko że odpowiedzialności za spotkanie z drugim człowiekiem nie da się przerzucić na regulamin. Ona umawia się z tobą, nie z twoim zbiorem zasad.

Jedna rzecz na dziś wieczór

Wybierz jedno miejsce w swoim mieście na taką kawę. Konkretne, z nazwą.

Sprawdź w telefonie godziny otwarcia i czy da się tam usiąść i pogadać, a nie tylko stać przy ladzie. W małej miejscowości wystarczy cokolwiek z dwoma krzesłami i ciastkiem, choćby lodziarnia przy rynku.

Zapisz nazwę w notatkach w telefonie. Całość zajmie pięć minut.

Jak masz pod ręką dwa sensowne miejsca, zapisz dwa, jedno na dzień, jedno na wieczór. Ale nie rób z tego researchu na godzinę. Dwa wpisy w notatkach wystarczą na każdą wersję tygodnia.

Od tej pory zaproszenie to jedno zdanie: znasz to miejsce, robią dobrą kawę, chodź w czwartek po siedemnastej. Nie musisz go dziś wysyłać. Masz mieć gotową odpowiedź na dokąd, żeby następnym razem, jak przyjdzie moment, zaproszenie nie umarło na etapie logistyki.

Ile zaproszeń umarło ci w tym roku na etapie wybierania miejsca?

Wybranie jednego miejsca na zapas to jedna z misji z darmowej książki Pierwsze 30 dni. Trzydzieści dni, jedna rzecz dziennie, każda do zrobienia w kilka minut, przy każdej wariant B na małą miejscowość. Osiemdziesiąt stron, pobierasz bez maila i bez zakładania konta.

✨ 80 stron • 100% za darmo • Bez ukrytych haczyków

Pierwsze 30 Dni Nowego Życia

Trzydzieści codziennych misji pełnych dobrej energii. Krok po kroku odkrywasz naturalną swobodę w rozmowie z ludźmi, zdejmujesz stres i budujesz nawyk, który zostaje na zawsze.

Chcesz otrzymywać codzienne wskazówki i dawkę motywacji?

Krótka, konkretna wiadomość o poranku z zadaniem na dany dzień. Prosto, życiowo i z uśmiechem.

Zero spamu. Twoje dane są w 100% bezpieczne. Możesz wypisać się jednym kliknięciem.