ok. 5 min czytania

Widujesz ją od pół roku i dalej nie powiedziałeś cześć

Wtorek, kwadrans po dziewiątej.

Ona wchodzi jak zawsze, siada mniej więcej w tym samym miejscu, wyciąga butelkę wody i telefon. Ty siedzisz trzy rzędy dalej i wiesz o niej rzeczy, o których ona nie ma pojęcia, że wiesz. Że przychodzi zawsze pięć minut po czasie. Że pije kawę z automatu przy schodach. Że w zeszłym tygodniu ostrzygła się o parę centymetrów.

Nie zamieniłeś z nią ani jednego słowa od października.

Dziś miał być ten dzień. Wczoraj wieczorem ustaliłeś to ze sobą całkiem konkretnie: podejdziesz po zajęciach i powiesz coś o notatkach. Rano jeszcze raz to sobie powtórzyłeś w tramwaju.

Zajęcia się skończyły. Ona wstała, spakowała się, wyszła. Ty poszedłeś w drugą stronę do automatu z kawą, którego nawet nie chciałeś.

I to jest siódmy raz. Nie drugi. Siódmy, bo liczysz.

Ktoś opisał to co do joty

W archiwum starego forum, które tu mam, jest wątek zatytułowany “przerwać zmowę milczenia”. Facet pisze najpierw rzecz, która wszystko ustawia:

“Generalnie nie mam problemu żeby zaczepić znaną/nieznaną mi osobę (kobietę) i chwilę porozmawiać (…) Wyjątek stanowią kobiety, które bardzo mi się podobają - w ich przypadku po prostu zapominam języka w gębie.”

Czyli umie. Zagaduje obcych ludzi bez problemu. A potem:

“od października, raz w tygodniu widuję na zajęciach na uczelni po prostu cudowną dziewczynę. Od jakiegoś miesiąca ciągle powtarzam sobie, że muszę w końcu do niej podejść i zaprosić na kawę/do kina/gdziekolwiek. I na tym wmawianiu sobie się kończy - bo jak przychodzi co do czego to nie potrafię wykrztusić głupiego “cześć”.“

I na koniec zdanie, które zdradza, o co naprawdę chodzi:

“Przyznać się, że nie miałem odwagi to raczej strzelenie sobie “samobója”. Z drugiej strony z pewnością zdziwi się, że nagle nauczyłem się mówić i się do niej odezwałem - potrzeba mi więc jakiegoś uzasadnienia, żeby wypaść wiarygodnie.“

Potrzebuje uzasadnienia. Nie odwagi, nie tekstu. Uzasadnienia, dlaczego dziś mówi, skoro przez pół roku nie mówił.

Dlaczego znajoma twarz jest trudniejsza od obcej

Niby paradoks. Ale kiedy rozłożysz to na zwykły wtorek, wszystko się zgadza.

Obcą osobę na ulicy zaczepiasz raz. Jak nie wyjdzie, rozchodzicie się i nigdy więcej jej nie zobaczysz. Koszt porażki jest zamknięty i wynosi jakieś dwie minuty wstydu.

Ją widujesz w każdy wtorek. Jak nie wyjdzie, to nie znika. Zostaje na sali do końca semestru, w tym samym rzędzie, i ty siedzisz z tym co tydzień przez cztery miesiące. Głowa liczy ten koszt uczciwie i mówi: nie warto.

Jest jeszcze coś, co rośnie z każdym tygodniem. Im dłużej milczysz, tym większa wydaje ci się rzecz, którą trzeba zrobić.

W październiku “cześć” było zwykłym słowem. W marcu “cześć” to już jest oświadczenie. Musiałoby wyjaśnić, dlaczego nie powiedziałeś tego wcześniej, i dlatego szukasz uzasadnienia zamiast po prostu się odezwać. Sam sobie zbudowałeś ścianę z pięciu miesięcy ciszy i teraz stoisz przed nią i szukasz drabiny.

Ona tej ściany nie widzi. Dla niej nie ma żadnych pięciu miesięcy. Jest kolega z roku, który dziś coś powiedział.

Co cię trzyma w miejscu

Szukasz idealnego pretekstu. No i szukasz. Musi być naturalny, niewymuszony, sensowny. Taki nie istnieje, bo żaden pretekst nie jest naturalny, kiedy przez pół roku nie mówiłeś nic. Naturalność nie bierze się z tego, co powiesz, tylko z tego, jak często mówisz cokolwiek.

Grasz o wszystko naraz. W twojej głowie to podejście nie jest “cześć”. To jest randka, związek i cały semestr rozstrzygnięte w jednym ruchu. Przy takiej stawce trzęsą się ręce każdemu. To jest ten sam ciężar, który sprawia, że stoisz obok kogoś przez cztery godziny i nic nie mówisz.

A ten plan B? Tak naprawdę nim nie jest. Powtarzasz sobie, że jeszcze jest czas, jeszcze będzie okazja. W tym wątku facet sam pisze, że niedługo koniec semestru i okazji nie będzie. Wiedział to i dalej nie podszedł, bo świadomość terminu nie jest tym samym co ruch.

Co zrobić zamiast wielkiego podejścia

Rozbij to na kawałki tak małe, żeby żaden nie był wydarzeniem. Odwaga może dziś nie przyjść. Spoko. Obniż stawkę do poziomu, przy którym i tak zrobisz ruch.

Tydzień pierwszy: skinienie głową. Nic więcej. Wchodzi, patrzysz, kiwasz głową, wracasz do swoich rzeczy. Bez uśmiechu na siłę, bez wpatrywania się. To trwa pół sekundy i nie wymaga żadnego uzasadnienia, bo tak się robi wobec ludzi, których się zna z widzenia.

Tydzień drugi: jedno słowo w sytuacji. Nie do niej osobiście, tylko w sytuacji, w której i tak jesteście oboje. Ktoś zamyka salę, mówisz “chyba nas wyganiają”. Sprzęt nie działa, mówisz “znowu”. Kolejka do automatu, mówisz “ten zawsze zjada monety”. To jest komentarz do rzeczywistości, nie zaczepka, i każdy inny człowiek w tej sali mógłby to powiedzieć.

Tydzień trzeci: pytanie z odpowiedzią. “Robiliście już to zadanie na czwartek?” “Wiesz może, czy on sprawdza obecność?” Pytanie, na które istnieje konkretna odpowiedź. Wymiana zdań, koniec, idziesz.

Tydzień czwarty: propozycja. I teraz uwaga, bo tu jest cała różnica. Po trzech tygodniach nie musisz szukać uzasadnienia. Jesteś kimś, z kim ona już rozmawiała. “Słuchaj, idę po kawę, idziesz?” jest normalnym zdaniem między dwojgiem ludzi, którzy się znają z widzenia i czasem gadają.

Po tych kilku małych rozmowach problem, którego nie umiał rozwiązać, zaczyna znikać. Nie potrzebujesz wyjaśniać pięciu miesięcy ciszy, bo w międzyczasie przestały być ciszą.

Jedna rzecz na jutro

Skinienie głową. Tylko to.

Wiem, jak to brzmi po pół roku planowania. Jak nic. I to jest dokładnie powód, dla którego to zadziała, bo rzeczy, które są nic, robi się bez przygotowania.

Postaw sobie jeden warunek: robisz to bez względu na to, jak się poczujesz w tamtym momencie. Nie oceniasz, czy okoliczności są dobre. Wchodzi, kiwasz głową. Koniec zadania.

I jeszcze jedno. Nie licz od nowa. Nie zaczynaj wtorku od myśli “to już siódmy raz”. Siedem razy nie stało się nic i to jest cała informacja, jaka z tego wynika. Nie zbudowałeś długu, który trzeba spłacić większym gestem. Po prostu w twoim tygodniu jest osoba, do której nie mówisz, i od jutra będzie osoba, do której kiwasz głową.

Reszta jest kwestią czterech tygodni, a te i tak miną.

Ile razy w tym semestrze mówiłeś sobie, że dziś, i ile razy poszedłeś po kawę, której nie chciałeś?

Rozbijanie jednej wielkiej rzeczy na cztery małe to jest cała metoda z darmowej książki Pierwsze 30 dni. Trzydzieści dni, jedna rzecz dziennie, żadna nie zajmuje więcej niż kilka minut i żadna nie wymaga odwagi na zapas. Osiemdziesiąt stron, wariant B przy każdej misji na małą miejscowość, pobierasz bez maila i bez konta.

✨ 80 stron • 100% za darmo • Bez ukrytych haczyków

Pierwsze 30 Dni Nowego Życia

Trzydzieści codziennych misji pełnych dobrej energii. Krok po kroku odkrywasz naturalną swobodę w rozmowie z ludźmi, zdejmujesz stres i budujesz nawyk, który zostaje na zawsze.

Chcesz otrzymywać codzienne wskazówki i dawkę motywacji?

Krótka, konkretna wiadomość o poranku z zadaniem na dany dzień. Prosto, życiowo i z uśmiechem.

Zero spamu. Twoje dane są w 100% bezpieczne. Możesz wypisać się jednym kliknięciem.