Wyrzuć koszulki ze śmiesznymi napisami: Męska szafa, która nie krzyczy o pomstę do nieba


Wyobraź sobie sytuację. Idziesz na pierwszą randkę. Ona przychodzi w eleganckiej, ale swobodnej sukience, delikatny makijaż, włosy, które pachną tak, że masz ochotę natychmiast zaproponować jej małżeństwo. A ty? Ty stajesz przed nią w jeansach, które pamiętają poprzednią dekadę i są tak szerokie w łydkach, że mógłbyś przemycić w nich zgrzewkę wody mineralnej. Do tego masz na sobie T-shirt z napisem “FBI: Female Body Inspector” albo co gorsza, z jakimś błyskotliwym żartem o piwie.

Naprawdę myślisz, że w jej głowie pojawia się myśl: “Och, cóż za zabawny, wyluzowany i pociągający facet”? Nie. W jej głowie odpala się syrena alarmowa z napisem: “Piotruś Pan. Czerwona flaga. Ewakuacja”.

Napisy na koszulkach mogły uchodzić za dowcipne w czasach, gdy największym zmartwieniem było to, czy nauczycielka z fizyki zrobi niezapowiedzianą kartkówkę. Kiedy dobijasz do trzydziestki, twój strój staje się twoją wizytówką ewolucyjną. Nazywamy to Sygnalizacją Wizualną. Kobiety – podświadomie, zgodnie z setkami tysięcy lat ewolucji – analizują to, jak o siebie dbasz, i projektują to na twoje umiejętności życiowe. “Jeśli nie potrafi dopasować rozmiaru spodni do własnych nóg, to jak u licha poradzi sobie z kredytem hipotecznym albo awarią samochodu na autostradzie w środku nocy?” – tak kalkuluje kobiecy mózg. I ma całkowitą rację.

Wyrzuć to wszystko. Bezlitośnie. Otwórz szafę i spakuj w worki na śmieci wszystko, co ma nadruki, co ma dziury (których nie zrobił projektant), i co ma fason worka na ziemniaki. Kluczem nie jest wydawanie miliona monet na marki, od których logotypów można dostać oczopląsu. Kluczem jest minimalizm i DOPASOWANIE.

Kup trzy gładkie T-shirty: biały, czarny i granatowy. Mają opinać twoje ramiona, a nie zwisać na nich jak pranie na sznurku. Kup jedne, porządne, ciemne chinosy. Zdobądź jedną marynarkę, która nie wygląda jak marynarka pożyczona od starszego brata na maturę, ale jest swobodna i taliowana. I na miłość boską – zainwestuj w dobre buty. Trampki do biegania zostaw do biegania.

Kobieta wolałaby iść na wino z facetem, który ma na sobie zwykły, czarny, ale świetnie skrojony T-shirt za 40 złotych z sieciówki, niż z facetem odzianym w drogie, krzyczące “błyskotki”, które próbują zatuszować fakt, że ten gość nie ma zielonego pojęcia, kim tak naprawdę jest.