Jesteś na mieście. Mijasz faceta. Wygląda niby normalnie, ubrany w wyprane jeansy, jakąś koszulę, ale wokół niego unosi się aura… Nie, to nie aura tajemniczości i męskiego alfa-magnetyzmu. To aura wczorajszego potu, taniego dezodorantu z kiosku użytego na brudną skórę i wilgotnego ręcznika, który wisi i kisie w łazience od czasów pierwszego lockdownu.
Kobiety mają zmysł węchu, którego my, faceci, nie potrafimy nawet pojąć. My czujemy zapach. One czują historię, genetykę, dietę i twój stan konta bankowego zapisany w feromonach. Dla nich zapach i czystość to biologiczna informacja o tym, czy jesteś zdrowym osobnikiem, czy człowiekiem, z którym złapią grzybicę po podaniu ręki.
Większość z nas, nie oszukujmy się, została nauczona higieny przez ojców, którzy w latach 90. uważali użycie balsamu po goleniu za szczyt metroseksualizmu. Dlatego dzisiejszy przeciętny trzydziestolatek uważa, że kupienie żelu pod prysznic typu “8w1: myje włosy, ciało, samochód, odkamienia czajnik i usuwa rdzę” załatwia sprawę. Otóż nie załatwia.
Zastanówmy się, jak to wygląda z jej perspektywy. Idzie na randkę. Siedzi przed nią gość, który podobno ma pracę i aspiracje. Podnosi szklankę z piwem, a ona patrzy na jego dłonie. Kobiety ZAWSZE patrzą na dłonie. A tam? Paznokcie obgryzione do krwi, skórki pozadzierane, a pod nimi czarna obwódka, jakby przed spotkaniem kopał ziemniaki gołymi rękami. Gwarantuję ci, że w tym ułamku sekundy w jej głowie umiera jakakolwiek szansa na to, że kiedykolwiek te same dłonie dotkną jej nagiego ciała.
Podstawy dorosłej, męskiej higieny nie są zarezerwowane dla gwiazd Hollywood. To twój absolutny, zasrany obowiązek.
- Zarost na szyi (tzw. neckbeard): Wyglądasz przez niego na leniwego informatyka, który nie wychodzi z piwnicy. Kup trymer. Zrób porządną linię zarostu tuż nad jabłkiem Adama. To od razu wyszczupla twarz i nadaje jej męski zarys szczęki, nawet jeśli w rzeczywistości go nie masz.
- Krem do twarzy: Posiadanie kremu nawilżającego nie odbierze ci męskości. Doda ci za to kilku lat bez głębokich zmarszczek, przez które już teraz wyglądasz jak własny dziadek po trzech zmianach w kopalni.
- Paznokcie: Kup obcinacz. Kup pilnik. Raz w tygodniu poświeć na to 3 minuty.
Jeśli masz z tym problem, idź do barbera. Wydaj te 80, czy 100 złotych. Usiądź w fotelu, poczuj się jak król, niech profesjonalista umyje ci głowę, przytnie brodę i nałoży dobry olejek. Poczujesz się jak milion dolarów. A co najważniejsze, w końcu przestaniesz pachnieć jak stacja benzynowa po północy.
