Przestań narzekać na genetykę: Nie masz wpływu na wzrost, masz wpływ na to, czy nie wyglądasz jak kloszard


Otwierasz dowolne forum dla samotnych facetów w internecie i od razu uderza cię fala depresyjnego absurdu. “Gdybym miał 190 centymetrów wzrostu, byłbym królem Tindera”. “Gdybym miał kwadratową szczękę Brada Pitta, dziewczyny rzucałyby się na mnie na ulicy”. “To wszystko genetyka, to Blackpill (czarna pigułka), przegrałem życie w dniu narodzin”.

Wyobraź sobie, że grasz w pokera. Dostałeś do ręki kiepskie karty. Dwójkę pik i siódemkę trefl. Naprzeciwko ciebie siedzi gość z dwoma asami. Co robisz? Czy wstajesz od stołu, zaczynasz płakać, krzyczysz na krupiera, że świat jest niesprawiedliwy i rzucasz w niego żetonami? Nie. Jeśli potrafisz grać w pokera, to robisz dobrą minę do złej gry, blefujesz, budujesz strategię i zmuszasz kolesia z asami do spasowania.

Dokładnie tak samo jest na rynku matrymonialnym. Owszem, facet, który ma 190 cm wzrostu i włosy jak z reklamy szamponu, ma łatwiej na starcie. Ale jeśli jest nudnym, zahukanym typem, który całe dnie gra w LoL’a i boi się odezwać do kelnerki, to ta początkowa przewaga wyparowuje w ciągu dziesięciu minut pierwszej randki.

Kobiety oceniają pakiet całościowy. Nie masz wpływu na swój wzrost, ale masz stuprocentowy wpływ na to, czy twoja postawa jest wyprostowana, czy garbisz się jak przestraszony goblin. Nie masz wpływu na kształt czaszki, ale masz wpływ na to, czy pójdziesz do porządnego barbera, zgolisz rzadki koper pod nosem i użyjesz dobrego perfumu.

Zamiast płakać w internecie nad tym, czego nie zmieni żadna operacja plastyczna, weź się za to, co możesz zmienić dzisiaj. Idź na siłownię, dopasuj ubrania u krawca, zacznij uprawiać sport, zrób prawo jazdy na motocykl. Nagle okaże się, że gość o wzroście 173 cm, który ma pasję, świetnie skrojoną marynarkę, zaradność i pewność siebie, zgarnia z rynku te kobiety, do których wysocy, ale zblazowani kolesie nawet nie potrafią podejść.

Gra się jeszcze nie skończyła. Skup się na swoich atutach, a nie na brakach.