Pogadajmy o słoniu w salonie. O rzeczy, o której nikt z twoich znajomych głośno nie mówi, a którą prawdopodobnie robią prawie wszyscy. Kiedy wracasz wieczorem z pracy, jesteś zestresowany, sfrustrowany, nikt nie odpisuje ci na Tinderze. Co robisz? Otwierasz tryb incognito w przeglądarce. Parę kliknięć i nagle twój mózg zostaje zalany największą dawką dopaminy, jaką przewidziała natura, zupełnie za darmo, bez żadnego wysiłku z twojej strony.
W erze kamienia łupanego, żeby zdobyć samicę i przekazać swoje geny, musiałeś być silny, bystry, upolować mamuta i pokonać rywala z sąsiedniego plemienia. To wymagało gigantycznego nakładu energii, odwagi i ryzyka odrzucenia. Dzisiaj? Twój mózg ewolucyjnie nie odróżnia obrazu na ekranie Retina od rzeczywistości. Otwierasz kilkanaście zakładek i dla twojego prymitywnego układu nagrody stajesz się sułtanem, który właśnie zapłodnił cały harem przepięknych, idealnych kobiet.
Myślisz, że to tylko niewinne “rozładowanie napięcia”? Błąd.
To jest chemiczna kastracja twojego pędu życiowego. Testosteron i pożądanie to ewolucyjne paliwo lotnicze. To one mają cię zmuszać do tego, żebyś wstał z kanapy, poszedł pobiegać, poszedł do fryzjera, zarobił pieniądze i zagadał do tamtej dziewczyny w kawiarni. Jeśli to paliwo spuszczasz codziennie do chusteczki przed świecącym ekranem, nic dziwnego, że rano nie masz siły wyjść z łóżka, a na widok pięknej kobiety na ulicy odwracasz wzrok. Nie masz już paliwa, by walczyć. Twój mózg uważa, że misja ewolucyjna została “spełniona”.
Do tego dochodzi znieczulenie. Oglądając perfekcyjne, wyreżyserowane i odrealnione ciała w ekstremalnych sytuacjach, podnosisz swój próg ekscytacji do tak absurdalnych poziomów, że kiedy w końcu prawdziwa, normalna, naga kobieta kładzie się obok ciebie w łóżku… twój sprzęt odmawia posłuszeństwa. A to, wierz mi, jest najgorszy, najbardziej upokarzający rodzaj ciszy w sypialni.
Zrób sobie przysługę. Zablokuj to. Wytrzymaj tydzień, dwa, miesiąc. Zobaczysz, jak w naturalny sposób wraca ci agresja (ta pozytywna, życiowa), pewność siebie, głęboki głos i chęć, żeby w końcu przestać być wirtualnym widzem cudzych uniesień, a zacząć budować własne.
