Samotność w tłumie: Kiedy ostatnio z kimś rozmawiałeś, nie wysyłając mu mema?


Przypomnij sobie, jak to wyglądało w liceum albo na studiach. Twoje życie towarzyskie było jak wielka, niekończąca się rzeka. Wychodziłeś z domu po południu, wpadałeś do jednego kumpla, graliście na konsoli, szliście na piwo, po drodze zgarnialiście jeszcze trzech znajomych, i nagle, z zupełnego przypadku, lądowaliście na domówce w wynajmowanym mieszkaniu, pełnym obcych, uśmiechniętych ludzi.

A teraz? Masz 35 lat. Jeśli w piątkowy wieczór masz ochotę pójść na piwo, musisz to zaplanować z wyprzedzeniem równym planowaniu inwazji na Normandię. “Marek nie może, ma ząbkowanie u młodego. Piotrek w delegacji, a Tomek odpisuje raz na trzy dni”. W efekcie siedzisz sam, z kolejnym piwem przed Netflixem. Wmawiasz sobie, że “taka jest kolej rzeczy”.

Taka jest kolej wymierania.

Epidemia męskiej samotności to nie jest pusty frazes z artykułów psychologicznych. To brutalna rzeczywistość. My faceci nie potrafimy dbać o relacje, jeśli nie łączy nas wspólny cel (np. granie w piłkę we wtorki, albo wspólny wróg w korporacji). Kiedy te ramy znikają, przestajemy się odzywać. Ograniczamy kontakt do wysyłania sobie debilnych filmików na Messengerze, co daje nam złudne poczucie “utrzymywania więzi”.

I wiesz, w co to uderza rykoszetem? W twoje życie romantyczne. Kiedy jesteś głęboko, chronicznie samotny, nie masz z kim pogadać, wyjść, czy wyżalić się na szefa, stajesz się bombą wodorową desperacji. Kiedy w końcu idziesz na randkę z dziewczyną z Tindera, próbujesz zrzucić na nią to wszystko. Chcesz, żeby w jednej osobie stała się twoją kochanką, najlepszym kumplem i darmowym psychoterapeutą. Ona to czuje. Czuje ciężar twojej samotności, który przygniata ją od pierwszych piętnastu minut spotkania.

Kobiety chcą mężczyzny, który ma własne plemię. Chcą wiedzieć, że jeśli znikną na babski wieczór, ty nie będziesz siedział pod drzwiami jak porzucony pies, tylko pójdziesz z kumplami na bilard.

Dlatego twoim zadaniem na ten tydzień nie jest znalezienie żony. Twoim zadaniem jest zadzwonić do kumpla, z którym nie gadałeś od roku, i powiedzieć: “Stary, w czwartek idziemy na piwo. Ja stawiam, nie przyjmuję wymówek”. Musisz odbudować swoją męską wioskę. Bez niej, na rynku matrymonialnym, jesteś tylko pustelnikiem żebrzącym o kroplę wody.