Rok 2014. Myślałem, że wygrałem los na loterii genetycznej. Siedziałem przy stoliku z dziewczyną, która wyglądała tak, jakby przed chwilą zeszła z wybiegu w Mediolanie. Brunetka, bystre oczy, uśmiech, który obezwładniał. Co ważniejsze – rozmowa kleiła się tak doskonale, że czułem się jak na haju. Śmialiśmy się, iskrzyło, a kiedy odprowadzałem ją na przystanek, pocałowaliśmy się krótko, ale intensywnie. Wracałem do domu na miękkich nogach. Byłem panem świata.
I co zrobiłem? Zaraz po przekroczeniu progu mieszkania napisałem jej esej. Dosłownie. Elaborat na dziesięć linijek o tym, jak niesamowicie spędziłem czas, jak bardzo jest wyjątkowa i że już nie mogę doczekać się kolejnego spotkania. Odpisała po godzinie: “Było super, dzięki :)”.
W głowie zapaliła mi się czerwona lampka (bo zinterpretowałem jej krótki komunikat jako chłód), więc następnego dnia rano napisałem: “Dzień dobry! Jak tam w pracy?”. Odpowiedziała po południu: “Urwanie głowy”. Wieczorem wysłałem jej mema. Potem zapytanie, co robi w piątek. Dostałem informację, że “jest zajęta, zobaczymy”. Tydzień później przestała odpisywać całkowicie.
Długo zastanawiałem się, co poszło nie tak. Przecież na randce była mną zachwycona! Dzisiaj wiem to z brutalną jasnością: zabrałem jej najcenniejszą rzecz w relacji. Zabrałem jej przestrzeń do tęsknoty.
Kiedy po wspaniałym spotkaniu zalewasz kobietę lawiną wiadomości, stajesz się dostępny. Gwarantowany. Jesteś jak produkt z półki w dyskoncie, który jest w ciągłej promocji – nikt go nie pragnie, bo zawsze tam leży. Kobieta potrzebuje czasu, żeby przetrawić spotkanie. Potrzebuje tego wspaniałego, lekkiego niepokoju: “Dlaczego on jeszcze nie napisał? Czy mu się podobałam? Co on teraz robi?”. Wtedy jej myśli krążą wokół ciebie. Buduje się emocjonalne napięcie i fascynacja.
Ale ja nie dałem jej szansy za mną zatęsknić. Byłem wszędzie. W jej telefonie rano, w południe i wieczorem. Udowodniłem jej w 48 godzin, że moje życie jest dramatycznie puste, że nie mam żadnych pasji, kolegów ani zajęć, i jedyne na co czekam, to jej kliknięcie w klawiaturę. Stałem się desperatem, a desperacja to w relacjach damsko-męskich najbardziej nieprzyjemny zapach świata.
Wniosek? Emocje muszą oddychać. Po genialnej randce napisz jedno krótkie “Dzięki za wieczór, bezpiecznie dotarłem”. A potem zamilknij na dwa dni. Żyj swoim życiem. Bo jeśli go nie masz – żadne wiadomości na Messengerze tego nie zatuszują.
